Kazanie ks. Proboszcza 14.02

                                            6  NIEDZIELA  ZWYKŁA                        14.022021r.

                                                           VCS

1. W Polsce nie ma choroby trądu, ale być może w telewizji widzieliśmy trędowatego w zaawansowanym stanie, gdy choroba deformuje całe jego ciało. Guzowate narośla z ropnymi naciekami stają się ranami i deformują twarz chorego. Częstym powikłaniem trądu jest ślepota. To choroba zakaźna jak koronawirus przenoszona drogą kropelkową, choć powoduje ją bakteria, nie wirus. Rozwija się niezwykle powoli, bo średni czas od zarażenia do objawów to ponad 5 lat, a może trwać 20 lat. Patogen  bywa nawet w mleku matki.  Pierwsze objawy to zmiany skórne, utrata czucia w rękach i nogach. Jest to najstarsza opisana choroba ludzkości i kryje cierpienie większe niż ból fizyczny. Trąd uważano za skutek grzechu, za cierpienie, które zsyła Bóg jako karę za grzechy. Trędowaty był skazany na śmierć za życia, izolowany od innych, z karą śmierci za złamanie tego zakazu. Trędowaty był jakby potępiony, odrzucony przez Boga, choć nie było to piekło, lecz czyściec, gdyż pokutując, człowiek mógł cierpieniem przebłagać Boga.

         2. Teraz jaśniejsza staje się Ewangelia o trędowatym. Prosi on o coś więcej niż uzdrowienie: „Jeśli zechcesz, możesz mnie oczyścić.” W odpowiedzi Jezus też rozumie, że nie chodzi o ulgę dla chorego ciała, lecz o powrót człowieka ze śmierci za życia, potępienia samotności, pogardy. Jezus odpowiada: „Chcę, bądź oczyszczony.” Ewangelia używa słowa katharsis, którego wielu nie zna. Na pewno jednak znamy słowo czyściec. Choć czyściec dotyczy życia wiecznego i oczyszczenia po śmierci człowieka. Katharsis to oczyszczenie teraz, w tym życiu, wyzwolenie z tego, co życie więzi, sprawia, że żyjemy, marnując życie. Chodzi tu jednak o czyściec za życia, czyściec tu na ziemi. Często mamy błędne przekonanie, że nie da się ominąć czyśćca w wieczności i jesteśmy na niego skazani. To nieprawda, bo ilekroć zyskujemy odpust, to wyrażamy nadzieję, że czyściec może się skończyć tutaj.  Dziś  Jezus mówi do nas: „Chcę, bądź oczyszczony”, byśmy na progu Wielkiego Postu odkryli, po co ten czas i co Bóg chce nam dać. I nie bali się czyśćca na ziemi, tak jak trędowaty nie bał się zbliżyć do Jezusa, choć groziła mu śmierć i nie bał się prosić: „Jeśli zechcesz, możesz mnie oczyścić.”

         3.Ale nikt z nas nie jest chory na trąd. W Polsce tej choroby nie ma. Choć i nam zdarzają się doświadczenia choroby i pytania, czemu mnie to spotkało, czemu Bóg mnie karze, przecież nic złego nie zrobiłem. A tylu wkoło jest ludzi złych, których warto ukarać, ale nie mnie. Głównym problemem jest poczucie, że my żadnego czyśćca nie potrzebujemy. Przypomina to stan alkoholika, który dziesiątki lat sobie i wszystkim wmawia z przekonaniem, nic mi nie jest,  piję, kiedy chcę i za swoje. Należy mi się codziennie dwa, trzy piwa po ciężkiej pracy. Piję przez innych, bo mnie dołują, piję, bo wszyscy piją. I choć picie lub inne uzależnienia napiętnowały większość życia, zatruły, zniszczyły więzi z bliskim, nadal wierzę, że nic mi nie jest. Wszystko mam pod kontrolą i jak będę chciał, to przestanę. Nic złego się nie dzieje. Wielu z nas nie ma  problemu z alkoholem, ale wszyscy mamy problem z grzechem. W akcie pokutnym przyznaję się, że jestem grzesznikiem. To jak uznanie alkoholika: tak jestem śmiertelnie chory. Jestem grzesznikiem, czyli mam śmiertelnie poważny problem i stan. Każdy alkoholik, który został ocalony przeszedł chwilę oczyszczenia. To chwila prawdy, że jestem śmiertelnie chory i ta choroba zniszczyła moje życie i życie moich bliskich. Gdyby to był koniec, ta prawda byłaby piekłem i rozpaczą. Dlatego natychmiast pojawia się prawda druga: jest ktoś kto mnie kocha i ratuje. Bez tego czyśćca prawdy nie ma ocalenia ani ratunku. Jest tylko udawanie, że nic mi nie jest.

         4. Czy dziś mogę szczerze modlić się jak trędowaty: „Jeśli zechcesz, możesz mnie oczyścić”? Czy mogę tak się modlić, choć nie mam strasznych grzechów i nic złego nie robię?

Początki trądu po dziesiątkach lat wykluwania choroby były niewinne. Jak mówi I czytanie: „na skórze ciała pojawi się nabrzmienie albo wysypka, albo biała plama.” Jeszcze można je ukryć pod ubraniem, udawać, że nic się nie dzieje. Ileż takich nabrzmień i wysypek jest w naszym życiu. Gdy mówimy: jestem nerwowy, reaguję wybuchami złości gniewu w sytuacjach drobnych, łatwo wpadam w smutek, lęki, trwam w poczuciu skrzywdzenia, izolacji, braku miłości. Ileż jest w nas takich białych plam SAMOTNOŚCI i niecierpliwości. Dziś dla mnie nadszedł czas, by upaść przed Panem na kolana, prosić Go o oczyszczenie z grzeszności. Poczuć jak ON mnie dotyka, jak nie bał się dotknąć trędowatego. Jakby mówił: biorę twoje cierpienie na siebie, umrę za ciebie. Jezus objawia Boga, który nie karze nas trądem cierpienia, nie skazuje na powolną śmierć, nawet kiedy byłoby to sprawiedliwe. Bóg daje Syna, by wziął naszą śmierć, naszą winę, chorobę grzechu na siebie. Taki jest prawdziwy Bóg, po to nam daje czas Postu byśmy przeżyli nasze oczyszczenie, dar czyśćca na ziemi, oddania MU swej grzeszności. Każde nabożeństwo pasyjne: Droga Krzyżowa, Gorzkie Żale, każda msza i spowiedź będzie szansą, by Go o to prosić, by poczuć dotknięcie Jego łaski, poczuć Jego miłość w której bierze na siebie moje słabości.

Pozwólmy Mu to zrobić, nie udawajmy, że nie jest mi to potrzebne. Czyściec na ziemi i w wieczności jest cudem miłosierdzia. Na ziemi jest jednak łagodny i słodki. Nie bójmy się wejść w nasze oczyszczenie, zrobić w tych 40 dniach postu to, co trędowaty: „przyszedł do Jezusa i upadłszy na kolana, prosił Go: „Jeśli zechcesz możesz mnie oczyścić.”

 471 Wyświetlenie,  2 Dzisiaj