Kazanie ks. proboszcza 21.08

21 NIEDZIELA ZWYKŁA21.08.2022r.

1. Nie lubimy być straszeni. I jednocześnie tak łatwo poddajemy się różnym strachom: strachowi wojny, kryzysu gospodarczego, choroby. Boimy się nawet zimy, zwłaszcza tej zimy. Nawet gdy śpimy, zdarzają nam się straszne sny, takie horrory, po których budzimy się zlani potem. Jeszcze bardziej nie lubimy, kiedy nas ktoś straszy w kościele, straszy piekłem, straszy boskimi karami. Choć mamy tutaj wielką poprawę. W zbieranych już wnioskach, czyli syntezach synodalnych z różnych diecezji, wiele jest gorzkich uwag o nas, księżach, także o kazaniach, choćby to, że są polityczne, ale nie słyszałem uwag, że księża straszą piekłem. Jakby przynajmniej w tym punkcie przycichli i nie chcą drażnić ludzi. O tym cicho sza! A może sami księża też się boją, mając na uwadze powiedzenie z długą przeszłością, że piekło będzie wybrukowane księżmi? Czy jednak chcemy posłuchać, co na ten temat mówi Bóg, co nam mówi przez Swego Syna w Ewangelii? Zadziwiająco często w Ewangelii, która jest dobrą nowiną, znajdujemy różne nawiązania do grozy potępienia człowieka, jak np. dziś: „Tam będzie płacz i zgrzytanie zębów.” I sam Jezus, który nie przyszedł, aby potępiać, lecz aby wszyscy byli zbawieni, nie daje łatwych odpowiedzi, jak choćby na pytanie: „Czy tylko nieliczni będą zbawieni?” W tym pytaniu czujemy strach, przekonanie tylu wieków i pokoleń ludzkich, że wieczność może być czymś strasznym. Może w to wpisać tak licznych dziś ateistów, dla których wieczności nie ma lub wierzących, którzy w wieczność nie wierzą? Oczekiwalibyśmy odpowiedzi uspokajającej, pełnej nadziei i ufności, w stylu: nie martw się, Ja właśnie jestem po to, byś był pewien, że raj jest otwarty i każdy tam może wejść. I człowiek musi bardzo chcieć piekła, by się w piekle znaleźć. Raczej nas nie uspakaja odpowiedź: „Usiłujcie wejść przez ciasne drzwi, gdyż wielu powiadam wam, będzie chciało wejść, a nie zdołają.”

2. Już to rodzi pierwszy wniosek. Jeżeli błędem jest straszenie piekłem, to przynajmniej równym błędem jest myślenie, że nie ma się czym przejmować, bo albo tej wieczności w ogóle nie ma lub jeżeli jest, to wszyscy tam wejdziemy. To taka mutacja też dawnego powiedzenia: „czy się stoi, czy się leży…wieczność się należy.” By to rozumieć, jest nam potrzebna ważna zasada rozumienia Słowa Bożego. Ono jest Słowem dla nas, tu i teraz. Dla tego, co nam jest potrzebne na tę chwilę. Bo w naszym TERAZ rozstrzyga się życie. Bóg nie daje nam – jak w folderze biura turystycznego -opisów i zdjęć wycieczki, obrazów nieba i dla kontrastu piekła. Pooglądajcie sobie, zaspokójcie ciekawość, by poniżyć tych wszystkich niewierzących i niedowiarków. To was czeka. Mówi nam o niebie i piekle, o zbawieniu i potępieniu tylko po to, byśmy zrozumieli, co teraz dzieje się w naszym życiu. Jak teraz wygląda nasze niebo i jak teraz wygląda nasze piekło. Jak dziś wybrać niebo i jak dziś odwrócić się od piekła. Gdy kogoś choćby z ciekawości interesuje, kto będzie w niebie, a kto w piekle, to musi jeszcze poczekać do końca świata. Jezus mówi o niebie i piekle dziś. Tylko tak możemy zrozumieć słowa Listu do Hebrajczyków: „Bo kogo miłuje Pan, tego karci, chłoszcze zaś każdego, którego za syna przyjmuje.” Jak to jest inne rozumienie od naszego, że błogosławieństwo Boże to uchronienie nas od wszelkiego kłopotu, cierpienia i zła, to stworzenie takiej bańki, w której Bóg nas chroni, niech cały świat zginie, ale my ocalejemy! Ta bańka jest jednak mydlana.

3. Kara Boża to inne nazwanie Jego miłości do nas. To takie proste do zrozumienia. Przecież my, kochając dzieci, stosujemy kary, czasem jest to tylko słowo: NIE. „Nie” – bo zrobisz krzywdę sobie lub komuś innemu. Choć często nasze karanie bywa zatrute gniewem, złością, niecierpliwością drogi na skróty i wyraża brak miłości to karanie Boga jest zawsze miłością. Jego gniew jest miłością. I w karaniu jest miłosierdzie, cierpliwość, łagodność, nadzieja. Nic nie zrozumiemy z trwającego kryzysu Kościoła bez tej prawdy. Będziemy udawać, że kryzysu nie ma, są złe media i zły świat. Lub przeciwnie: w tym koniec Kościoła i trzeba z niego uciekać jak z tonącego okrętu. I tak można nic nie rozumieć lub wszystko źle rozumieć. Być ślepym na niebo i piekło, że Bóg chłoszcze umiłowany przez siebie Kościół prawdą, pozwala ją ujawnić, odsłania wszystko, co jest zaprzeczeniem Królestwa Bożego: pychę, egoizm, nieczystość, niewiarę wierzących. Bóg z miłością ratuje Kościół i świat od piekła. I pozwala na bolesne karanie nas, którzy błądzimy. Lecz źródłem tego jest miłość, a cel jest jeden: „Proste ślady czyńcie nogami, aby kto chromy nie zbłądził, ale był raczej zbawiony.” Prawdą jest, że wielu z Kościoła odeszło, wielu uważa, że nie należy nic robić, bo wszystko cudownie wróci do normy, wielu odwraca się od drogi wskazanej przez papieża Franciszka. Czy te lata kryzysu Kościoła sprawiły, że się do niego zbliżyłem, czy przeciwnie oddalam się? Czy modlę się za Kościół, za papieża, biskupów, parafię, czy modlę się o głębszą wiarę dla siebie i swoich bliskich? Kiedyś słyszałem skargę, że moje dzieci już z Kościoła odeszły. Na pytanie, czy się modlisz o ich wiarę, najpierw jest cisza, a potem proste NIE.

4. Jest takie wyjątkowe określenie miłości: „przychylić komuś nieba.” Wielu rodziców zapewne tak określiłoby swoją relację do dzieci: chcę dla dziecka największego dobra, gdybym mógł to przychyliłbym mu nieba. Czy skoro nosimy zaszczytne imiona ojców i matek, słyszymy: „mamo, tato” to czy nie jest czymś sprawiedliwym, byśmy chcieli dawać naszym bliskim naprawdę niebo? Żaden kryzys Kościoła nie zwolni nas z tego, czy dajemy dzieciom niebo, czy ich do nieba prowadzimy. Kiedy nie dajemy nieba, nie budujemy tego nieba już dziś, to popełniamy największą niesprawiedliwość: nie dajemy tego, co najcenniejsze, nie dajemy istoty życia. Św. Jan Paweł II użył jako pierwszy pojęcia NOWA EWANGELIZACJA. Wszyscy w Kościele muszą na nowo, nowymi sposobami nauczyć się dawać Boga. Papież Benedykt w pierwszej homilii uczył: „istniejemy po to, aby ukazać Boga ludziom. I tylko tam, gdzie widać Boga, naprawdę zaczyna się życie.” Naprawdę możemy bliźnim, a zwłaszcza tym, których kochamy, przychylać nieba. Dajemy im tak wiele, troszczymy się o tak wiele, lecz czy przychylamy nieba? Czy potrafimy dziecku towarzyszyć w jego drodze wiary, kiedy uczy się znaku krzyża i Aniele Boży, i kiedy ma pierwsze pytania, wątpliwości, kiedy się zgubi i wszystko neguje i przekreśla? I nawet kiedy jest dorosłe? Na koniec papież Franciszek: „Wyobrażam sobie Kościół jako szpital polowy po bitwie…Kościół potrzebuje zdolności do leczenia ran.” Potrzebujemy sami otworzyć się na terapię nieba, sami na nowo wejść do Kościoła, którym jest dziś Królestwo Boże. Może pierwszym krokiem jest zacząć się modlić za Kościół, a wtedy szybko zaczniemy się modlić i duchowo troszczyć o naszych bliskich, o tych których kochamy. To pierwszy gest przychylania nieba. Szybko też odkryjemy, że i w naszym życiu niebo staje się bliższe, i już dziś JEST.

 123 Wyświetlenie,  1 Dzisiaj