KAZANIE KS. PROBOSZCZA 06.01

OBJAWIENIE PAŃSKIE06.01.2024 r.

1. Miedzy Jerozolimą a Betlejem jest 10 km odległości. Pieszo to 1,5 godziny drogi, samochodem 20 minut. Czyli blisko. Jak między Szaflarami a Poroninem, do Klikuszowej jest dalej. Powinno nas zadziwić, że do narodzonego Jezusa z wielkim uporem zmierzają poganie z odległych krain. Ci, którzy mieli blisko, wierzący i pobożni nie robią ani kroku. Wieść, że narodził się Mesjasz, wzbudza strach nie tylko Heroda. Notuje Ewangelia: „Skoro to usłyszał król Herod, przeraził się, a z nim cała Jerozolima.” A przecież ci ludzie wyczekiwali od pokoleń Mesjasza. To kapłani, uczeni w Piśmie, faryzeusze. Zamiast nadziei wybucha powszechna panika. Mesjasz-Król jest zagrożeniem, zburzeniem spokoju. Może spodziewali się jakichś wojen, zamieszek, czegoś, czego się nie da przewidzieć. A człowiek chce mieć władzę nad życiem. Ma być tak, jak ja chcę, jak ja zaplanowałem. Lubimy się znęcać nad postacią Heroda jako żądnego władzy mordercy, człowieka potwora. A on nie wyróżniał się niczym specjalnym. Mentalność Heroda jest powszechna. Stach o władzę nad życiem ogarnia wszystkich. Tylko Herod ma środki, by zamienić ten strach w mordowanie dzieci. Z tego strachu o władzę zabijał własne dzieci. Ale i u nas nie jest to niczym dziwnym i rzadkim. Boimy się dziecka jako zagrożenia dla spokoju i dobrobytu. Prognoza GUS mówi, że w 2060 roku będzie nas 30 mln, w wariancie gorszym 26 mln. Wystarczy nie mieć dla dziecka czasu, uwagi, cierpliwości, bo muszę pracować, zarabiać, coś budować, robić jakąś karierę. Można niszczyć dziecko poczuciem władzy: bo masz robić, tak ja chcę, spełniać moje oczekiwania, pójść w życiu, gdzie ci każę. Na tyle sposobów możemy dzisiaj tracić swoje dzieci. Nie mieć czasu na wychowanie dziecka i niech robi, co chce. Nie mieć czasu i wychowywać go na skróty: przemocą słowną i fizyczną. Nie mieć czasu i próbować go zapychać różnymi rzeczami, pieniędzmi, smartfonem. A nie dać tego, czego naprawdę potrzebuje. Czasu, uwagi.

2. Mieszkańcy Jerozolimy nie zrobili nic. Ani kroku w stronę Betlejem, choć znali proroctwa, nie chcieli Mesjasza. Do Jezusa dotarli najpierw mający złą sławę pasterze. Ludzie ubodzy, prostacy z marginesu . Dotarli pogańscy mędrcy. Pobożni i wierzący spali, sparaliżowani strachem. Bardzo gorliwie wierzyli w Boga, byle był daleko i wysoko, a nie przychodził do ich świata. Mamy ostatnie dni okresu Bożego Narodzenia z pytaniem: czy w naszej wierze i pobożności naprawdę szukamy Boga? Czy chcemy Jego nowej bliskości? Czy możemy powtórzyć postawę mieszkańców Jerozolimy? Przecież my, obecni TU i na tej mszy, przeżyliśmy święta jakoś pobożnie. Przystępując w większości do spowiedzi, uczestnicząc w niejednej mszy świątecznej. Może to jest pytanie do tych, których tutaj nie ma? Dla których święta to, jak mówią, jakaś magia, choinka, światełka i sylwestrowe fajerwerki, karp i nieokreślony nastrój. Ale my spotkaliśmy Jezusa, pragniemy z Nim komunii i nowego przyjęcia Go. Po to tu jesteśmy. Może nawet te święta pozostawią dla nas i w naszym życiu trwały ślad. Ktoś wrócił do codziennej modlitwy, każdy postanowił przy spowiedzi poprawę lub przynajmniej boli nas bardziej powtarzanie tych samych grzechów. Ktoś odkrył, że warto być we wspólnocie Kościoła, choć tak modna stała się propaganda odchodzenia, oskarżania, wątpienia, ucieczki.

3. To wszystko jest prawdą. I dziękujemy Bogu za dar tych świąt, za dar tego, co przeżyliśmy w Kościele, w naszych rodzinach. Dziękujemy za umocnienie poczucia, że dobrze jest być w tej wspólnocie wiary. Dziękujmy Bogu za każdy krok wiary. Uczymy się drogi do naszego Betlejem, do nowego objawienia obecności Boga w naszym życiu. Znakiem na niej jest mądrość i pokora trzech mędrców i królów. Są mędrcami dlatego, że szukają Boga, czytają znaki, które On daje. Są mędrcami, bo potrafią prosić o pomoc, pytają, potrafią słuchać. Poszli do Jerozolimą, by pokornie pytać i prosić o światło. Potrafią upaść na twarz w geście adoracji Mesjasza i Króla, który jest bezbronnym noworodkiem. Na końcu pozwalają się poprowadzić przez Boży nakaz otrzymany we śnie. Mądrość jest pokorna. To jest przeciwieństwo pychy i chorej władzy Heroda. Jego żądza władzy zabija jego samego i wszystkich w koło.

4. Można sądzić, że człowiek żądzę władzy ma w genach. Małe dzieci potrafią z niesamowitym uporem walczyć o to, co chcą. Krzyczą, płaczą, drapią, gryzą i na wszelkie inne sposoby chcą rządzić. Problem polega na tym, że można z tego nigdy nie wyrosnąć. Można przez całe życie być takim Herodem, który wszystko narzuca, wszystkich sobie podporządkowuje. O ile w wydaniu dziecięcym może to być śmieszne, to w dorosłym staje się straszne. Gdy człowiek próbuje wszystkimi i wszystkim rządzić, nawet samym Bogiem. Potrzebujemy zrobić jeden krok, wierząc, że Bóg się narodził, że Słowo stało się ciałem, że Mesjasz i prawdziwy Król jest blisko. Ten krok zapisała Ewangelia: „zobaczyli Dziecię z Matką Jego Maryją; padli na twarz i oddali Mu pokłon.” Tego żaden chory na władzę Herod dawniej i dziś nie potrafi. Zgiąć kolana w geście adoracji. Był kiedyś sposób malowania szatana jako człowieka w krótkiej tunice, która odsłaniała nogi. Tyle, że były one pozbawione kolan. Szatan nigdy i przed nikim nie klęka. To jest jego wizytówka, niezdolny do adoracji. Jak bezcenną lekcją jest to dosłowne przyklęknięcie w czasie osobistej modlitwy, gdy wchodzę do świątyni, przed komunią i po komunii, w chwili adoracji w pustym kościele. Przyklęknięcie może mieć też znaczenie głębsze. Gdy uczę się słuchać Boga, potrzebuję Jego słowa. Adoracją jest, gdy słucham Słowa i gdy go czytam. I gdy Go pytam Boga, co robić i gdy pytam, czy to, co robię, Mu się podoba. Adoracją jest, gdy klękam przed Bogiem, robiąc rachunek sumienia, gdy żałuję, spowiadam się, wyznając przez to, że wciąż jest we mnie herodowa żądza władzy, by robić po swojemu, tak jak ja sam chcę, nie licząc się z Bogiem ani ludźmi. Adoracja nauczy nas drogi, którą odchodzimy od żądzy władzy na wzór Heroda, a staniemy się uczniami pokornej mądrości, która uczy się słuchać i adorować Boga, nie siebie.

 85 Wyświetlenie,  1 Dzisiaj