KAZANIE KS. PROBOSZCZA 26.05

UROCZYSTOŚĆ NAJŚWIĘTSZEJ TRÓJCY26.05.2024r.

1. „Wpaść jak śliwka w kompot” – to powiedzenie oznacza, że ktoś znalazł się w trudnej sytuacji bez wyjścia. To tak, jak wpaść w pułapkę, wdepnąć w coś, wkopać się. Tak bardzo wielu odczuwa strach przed tym, co nas czeka po śmierci, gdy człowiek w momencie śmierci wpada w Boga. Wolimy o tym nie myśleć, albo ufać, że może tak wcale nie będzie. Choć chcemy żyć, to jednak wieczność jest dla nas przerażająca. Czasem mamy nadzieję, że człowiek znika i po śmierci go nie ma. Nie ma szczęścia wiecznego, ale nie ma też żadnego cierpienia. Byłem i mnie nie ma. Czy pozostaje nam tylko czekać i przekonać się, jak będzie naprawdę? Ksiądz chory na glejaka, mając przed sobą kilka miesięcy życia, mówi, że przeżywa śmierć jako fascynujące wydarzenie. Czym będzie to zatopienie w Boga? Dziś musi wystarczyć tylko tyle, że za kilka lub kilkadziesiąt lat wszyscy się o tym przekonany w momencie naszej śmierci. Na razie szkoda czasu, by o tym mówić. I tak nic to nie daje.

2. Dziś w uroczystość Najświętszej Trójcy Słowo Boże dają nam odpowiedź zaskakującą. Wpaść w Boga, w środek Jego życia, można już na ziemi. O tym mówi Jezus w Ewangelii: „Idźcie więc i nauczajcie wszystkie narody, udzielając im chrztu w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego.” Chrzest nie oznacza tylko sakramentu, lecz zanurzenie w Boga, wejście w dom Ojca, czyli wspólnotę Trzech Osób. I można to porównać do pływania. Kto się nauczy pływać, a potem przyzwyczaja się do wody, do jej temperatury, zanurza się i przeżywa fascynujące doświadczenie. Gdy ktoś nie umie pływać, boi się wody, nawet jej nienawidzi, jest dla niego czymś obcym, to wtedy wrzucenie go w głębiny jest straszne i przerażające. Ma poczucie, że tonie i ginie. Cała misja Jezusa to jest właśnie ochrzczenie nas, zanurzenie w Bogu, które nas uszczęśliwi. Trzeba nauczyć się pływać, oswoić z wodą, wtedy zanurzenie w wodzie, otulanie nią jest cudowną radością. Tego uczy też św. Paweł: „otrzymaliście Ducha przybrania za synów, w którym możemy wołać: „Abba, Ojcze.” Człowiek na ziemi może się czuć otulony miłością Boga. Jak dziecko, które mówi do ojca czule: tatusiu. Stoi za tym cała historia miłości ojca, tysiące dni czułości i bezpieczeństwa, noszenia na rękach, wspólnie spędzonego czasu, bliskości. Wtedy ojciec jest tatusiem, a dziecko – jak płynący w wodzie – otulone jest miłością Ojca.

3. Skoro to może być tak fascynujące, czemu jest tak rzadkie? Czemu tego tak nie przeżywamy? I po dziesiątkach latach życia jako wierzący w Boga nic o tym nie wiemy. Sami skazujemy się, by to zanurzenie w Boga było na zasadzie “wypadania śliwki w kompot”. To oznacza nigdy tu na ziemi nie pozwolić się w pełni ochrzcić, nie nauczyć się przez całe życie zanurzenia w miłości Boga. Mamy za to doświadczenie chrztu bez Boga. Dziecko, które godzinami jak w hipnozie bawi się smartfonem lub ludzie, którzy codziennie godzinami tkwią w internecie. Zanurzenie, lecz nie w Bogu. Początek odpowiedzi, czemu tak jest mamy w Ewangelii: „Niektórzy jednak wątpili.” Nawet wśród apostołów są tacy, którzy nie wierzą, że przed nimi kilka kroków jest Jezus, brama do życia wiecznego. Jaśniej mówi św. Paweł: „Wszyscy ci, których prowadzi Duch Boży, są synami Bożymi.” Nie wystarczy sakrament chrztu, trzeba wejść do szkoły uczenia się zanurzania w życiu Bożym, w tym oceanie życia, do którego, czy chcemy czy nie, na końcu trafimy. Wejść do szkoły Ducha Świętego.

4. Możemy jednak uporczywie odmawiać wejścia do tej szkoły. Odmawiać, by nas poprowadził Duch Święty. Nawet dzieci często nie chcą chodzić do szkoły, wolą wakacje. Tym bardziej my, dorośli, nie mamy ochoty na jakąkolwiek szkołę. Wejście do szkoły oznacza pokorne uznanie, że nie wiem, że sam nie potrafię, że ktoś inny musi mnie poprowadzić. Przeszkodą jest pycha, że jestem wystarczająco dorosły i mądry, by sam kierować swoim życiem. Przytulamy się do drzew, to taka nowa moda, do zwierząt, do rożnych rzeczy, a przytulenie do Boga uważamy za coś niepotrzebnego i dziwacznego. Potrzebujemy pokory, by stać się uczniami i dziećmi Boga. Może trzeba zacząć nie od szkoły, ale od przedszkola. Nie rozumiemy, jaki jest sens modlitwy porannej i wieczornej, czemu na początku i na końcu. Czy nie wystarczy raz lub co jakiś czas, jak sobie przypomnę, że jest Bóg. Modlitwa na początku i na końcu wszystkiego. Wyruszamy w drogę i docieramy do celu, przed i po posiłku. To początek rozumienia, że całe nasze życie ma zostać zanurzone w Bogu. Doktor Kościoła, św. Grzegorz, uczył: „Modlić można się często i gorąco. Nawet na targu czy w czasie samotnej przechadzki, siedząc w swoim sklepie, czy też kupując lub sprzedając, a nawet przy gotowaniu.” To smutne, że przez dziesiątki lat życia wiary nie wychodzimy nawet z tego przedszkola, nie ma w nas nawet tej prostej pamięci o Bogu w pierwszej i ostatniej myśli każdego dnia.

5. Kiedyś po kazaniu pogrzebowym o wiatyku z przerażeniem odkryłem, że nikt już nie wie, co to jest wiatyk. Nie tylko ludzie młodzi, ale i starsi. To komunia ostatnia w ziemskim życiu, przyjęcie Ciała Chrystusa w godzinie śmierci. To też sakramentalne rozgrzeszenie i namaszczenie chorych. Kiedyś ludzie w swoich modlitwach prosili o to, jak o wielki dar, o największą łaskę dobrej śmierci, by w komunii z Jezusem wejść i zanurzyć się w boską wieczność. Dziś już nawet nie wiemy, co to jest, nie mówiąc o jakimś pragnieniu. Tajemnica TRÓJCY, czyli Bożego Życia, budzi pragnienie zanurzenia w to życie, w dom Ojca. Już DZIŚ I TERAZ zanim zostaniemy w tym życiu w godzinę śmierci zanurzeni nieodwołalnie.

 123 Wyświetlenie,  1 Dzisiaj