GORZKIE ŻALE II NIEDZIELA 2026
1. CO NAM DAJE NADZIEJA ?
Człowiek może przeżyć całe życie w świecie zamkniętym tylko do doczesności. Jest to oczywiste w stanie ludzi niewierzących. Inaczej jest, gdy jest to tak samo prawdziwe dla ludzi wierzących. Przypominam obraz z pierwszego rozważania. To zamknięte pomieszczenie bez drzwi i okien. Idealne więzienie, bo w tym normalnym zawsze są jakieś drzwi, które można wyważyć lub zakratowane okno, które też można jakoś pokonać. Ludzie niewierzący w jednym są prawdziwi i szczerzy: nie mają wątpliwości, że żyją w tym zamknięciu i że nic innego nie istnieje. Innego świata po prostu nie ma. Gorzej jest z ludźmi wierzącymi, gdy ich wiara jest beznadziejna. Ich zamknięty świat ma namalowane drzwi i okna, czasem może ich być nawet wiele, również z namalowanymi widokami za oknem. Okno i drzwi namalowane nie są żadnym otwarciem. Może tylko więzienie jest bardziej kolorowe. To obraz wiary, która nie ma nadziei. Zamiast tego jest jakaś teoria, że pewnie jakieś życie po życiu istnieje, tylko my nic o tym nie wiemy. Jak refren powtarzają: nikt tam nie był, nikt tego nie widział. Można powiedzieć, że to trochę jak w powiedzeniu o czeskim filmie, w którym nikt nic nie wie. Plusem tego pozoru jest potwierdzenie, że istnieje w człowieku tęsknota za innym światem, jego pragnienie, a może nawet tajemnicza pamięć o raju. Skoro nosimy w sobie ślad grzechu pierworodnego, to musimy też nosić ślad raju. Istnieje w nas NADZIEJA NA NADZIEJĘ.
2. NADZIEJA CZYLI ZBAWIENIE JUŻ TERAZ.
Wierzymy w życie wieczne. Prawdopodobnie wszyscy. Jak wskazują badania, bardzo wielu z nas wierzy w jakąś mglistą wieczność duszy zupełnie bez cielesności zmartwychwstania. To taka mglista wieczność. To jest też jakaś czysta teoria. Bo tylko ciało wydaje nam się czymś realnym, a reszta jest właśnie mglistą teorią, że jakoś to pewnie będzie (a może nie). Taka wiara bez prawdziwej nadziei nic nam w gruncie rzeczy nie daje, nic do życia nie wnosi. Tak jak nie mamy pojęcia, czym jest ta mglista dusza. Bardziej przypomina to wiarę pogańskich Greków, gdzie dusza uwięziona w ciele osiąga swoje niebo, gdy tego ciała się w końcu pozbędzie. Tym są właśnie te namalowane na grubej nieprzeniknionej ścianie naszego więzienia doczesności okna i drzwi. Wiara beznadziejna.
Tymczasem sercem Ewangelii, która z trudem dociera do nas z szokującą radością, jest prawda, że Bóg wybił w murach naszego więzienia okno i drzwi wyjścia. Wieczność z cichym impetem wdarła się w nasz zamknięty śmiertelny świat. Są otwarte okna i drzwi. Jezus wchodzi do wieczernika mimo zamknięcia, to już niedługo przestanie on być więzieniem. Jezus Miłosierny to obraz tego wchodzenia. On jest oknem i drzwiami przez które czujemy powiew Bożego świata nieba i wieczności, słyszymy dźwięki z uczty w Domu Ojca. Możemy wychodzić, bo ON jest DROGĄ, PRAWDĄ, ŻYCIEM. Pisze Benedykt: „Prawdziwym pasterzem jest Ten, który zna także drogę, która wiedzie przez dolinę śmierci…On sam przeszedł tę drogę, zszedł do królestwa śmierci, a zwyciężywszy śmierć wrócił stamtąd, aby teraz towarzyszyć nam i by dać nam pewność, że razem z Nim możemy tę drogę odnaleźć.
3. NADZIEJA PRZEDSMAK NIEBA.
Teraz wspomnienie z dzieciństwa, które może nam pomóc w tym kluczowym doświadczeniu. To z czasów, gdy jako dzieci mieliśmy deficyt słodkości, gdy robiło się cukierki, topiąc cukier na gorących blachach. Wielką atrakcją był udział w pieczeniu ciast. Nie przez wrodzoną pracowitość, lecz przez wielką szansę niezauważonego podjadania. To ciasto nie było jeszcze upieczone, ale przecież było już słodkie, już smakowało nawet bez pieczenia. Istniała nawet groźba, że zostanie zjedzone przed upieczeniem. NADZIEJA daje nam taki właśnie przedsmak tego, co będzie naszym wiecznym życiem. Takie liźnięcie wieczności. Ta kluczowa zdolność nadziei wyraża pragnienie Boga, byśmy już tu na ziemi kosztowali i uczyli się smaków uczty niebieskiej. Jak straszny był stan serca starszego syna z przypowieści o miłosiernym ojcu. Ma on przed sobą tętniący radosną ucztą dom ojca ale do niego nie chce wejść. Jest zamknięty w najstraszniejszym więzieniu i paraliżu serca dotkniętego brakiem nadziei. Można nic chcieć i nie wejść do Domu Ojca. Mimo tego, że słyszy te pełne miłości słowa: „moje dziecko” Są i dziś tacy więźniowie, którzy najlepiej czują się w więzieniu, nie chcą z niego wychodzić, a gdy się ich wypuszcza, to szybko wracają. Oni znają tylko jeden świat: zamkniętej celi.
4. NADZIEJA ŻYCIE NA BOGATO.
Ten stan zamkniętego serca powinien budzić naszą bojaźń. Nigdy zadość prawdy, że tak może być i z nami i że tak nie musi być. Wszyscy jesteśmy jak ten syn z przypowieści. Przed wejściem do domu Ojca, mamy usłyszeć Jego Słowo, które brzmi w naszym świecie: Wyjdź ze świata swego smutku, frustracji, poczucia zawodu życia w zamknięciu swoich niespełnionych pragnień. Wejdź do domu, gdzie już zaczyna się świętowanie powrotu człowieka do Boga, powrotu wspanialszego niż dzieło stworzenia. W nim Bóg nie mówi jeszcze do człowieka „moje dziecko” choć już to jest na horyzoncie przez uczynienie go na Swój obraz i podobieństwo. To podkreślanie w encyklice Spe salvi, że prawdziwa nadzieja jako dar Boży to nie jest żaden optymizm: “nie martwcie się, będzie dobrze”. To udział prawdziwy i realny, choć jeszcze niepełny, w życiu wiecznym. Tak pisze: „Wiara nie jest tylko skłanianiem się osoby ku rzeczom, jakie mają nadejść, ale wciąż są całkowicie nieobecne. Ona coś nam daje. Już teraz daje nam coś z samej oczekiwanej rzeczywistości, a obecna rzeczywistość stanowi dla nas „dowód” rzeczy, których jeszcze nie widzimy. WŁĄCZA przyszłość w obecny czas… Fakt, że ta przyszłość istnieje, ZMIENIA TERAŹNIEJSZOŚĆ, teraźniejszość styka się z przyszłą rzeczywistością, i tak rzeczy przyszłe wpływają na obecne i obecne na przyszłe.”
Zamiast nadziei rodem z czeskiego filmu: “nikt nic nie wie”, jest odkrycie tego styku i przenikania doczesności i wieczności. Jak w innej przypowieści o skarbie ukrytym w ziemi. Nasza ziemia, skoro na niej stanął Syn Boży, ma w sobie ukryty skarb. Tylko, gdy to odkryjemy, jesteśmy w stanie sprzedać wszystko, by nabyć tę ziemię ze skarbem w głębi, wtedy on staje się naszą własnością. W przypowieści jest szczególny moment ponownego ukrycia skarbu w ziemi do czasu sprzedania wszystkiego, by w pełni posiadać ziemię ze skarbem. To ewangeliczny obraz uczenia się styku i przenikania, gdy ubogi wprowadza w życie nadzieję życia bogatego.
5. OWOC CIERPLIWEJ MIŁOŚCI.
Nadzieja zamienia biedaka w hojnego bogacza. W przypowieści jest radość biedaka, który widzi, do czego się dokopał. Mówiliśmy o znaku, jakim jest RADOŚĆ, wbrew smutkowi właściwemu beznadziei. Mówiliśmy o odwadze, gdy przez powiew Ducha Jezus wychodzi na pustynię, by być dla nas i za nas kuszonym. W przypowieści to etap sprzedawania wszystkiego. Wiemy że istnieje też miłość beznadziejna. Bez odkrycia skarbu nasze życie dla innych, dawanie siebie jest ciągłą transakcją: “tyle dałem i co za to otrzymam”, żądaniem wdzięczności i docenienia, lękiem, że sam mam za mało. Tak daje biedak, który nic nie odkrył. Kto odkrył daje zupełnie inaczej. Z każdym oddanym kawałkiem życia otrzymuje stokroć więcej, a pełne posiadanie skarbu jest coraz bliżej. Św. Piotr wraca do Rzymu nie tylko, aby umrzeć. Przynosi wspólnocie wierzących przygotowującej się do oddania wszystkiego w męczeństwie powiew nadziei. Jak kiedyś Jezus, gdy wszedł do zamkniętego wieczernika. Wtedy to Piotr należał do uczniów zamkniętych strachem.
Kolejnym owocem nadziei, który wskazuje papież jest CIERPLIWOŚĆ, która rodzi wytrwałość i wierność. Najpierw nawiązuje do Słowa Bożego Hbr 10,36; „Nie pozbawiajcie się nadziei, która ma wielką zapłatę. Potrzebujecie bowiem wytrwałości…” I tak to rozwija: „wytrwałość, stałość. Ta umiejętność oczekiwania, połączona z cierpliwym znoszeniem prób jest dla wierzącego niezbędna, aby mógł dostąpić obietnicy.” Chodzi zatem o cierpliwe i wierne trwanie przy Bogu, bycia Jego świadkiem nawet we wrogim świecie, w doświadczeniu kryzysu wiary i Kościoła. I gdy wszyscy uciekają jak z tonącego okrętu. Taką drogą szli bohaterowie nadziei od Abrahama, Izraela, który uczy się cierpliwości na pustyni, aż po przejmujące obrazy Apokalipsy, które uczą nas patrzeć na nasze obecne dzieje, stan świata i Kościoła.
6. ŚWIĘCI ŚWIADKOWIE NADZIEI.
Życie świętych to skarbnica cierpliwości. Św. Carlo Acutis na wieść o chorobie mówi, że zaczyna się autostrada do nieba i ofiaruje się za Kościół i papieża. Oddaje życie za Kościół, gdy wielu jego rówieśników z kościoła ucieka. Św. Teresa od dzieciątka Jezus (żyła 24 lata) opisuje WIELKĄ ŁASKĘ z nocy Wielkiego Piątku. Szokujące, że tą łaską był pierwszy krwotok, który zwiastował początek nieuleczalnej gruźlicy. Reakcja strach i przerażenie? NIE. „Jezus chciał, abym w dniu dorocznych obchodów pamiątki Jego śmierci słyszała pierwsze wezwanie. Był to jakby słodki i odległy szmer, który zapowiadał mi przybycie Oblubieńca… zbliża się moje odejście do wieczności. Cieszyłam się wówczas wiarą tak żywą, tak jasną, że myśl o Niebie napełniała mnie szczęściem.” I to nie koniec. Jezus daje jej poznać, że istnieją dusze pozbawione nadziei. Św. Teresa i Duch prowadzi ją na pustynię. Godzi się mieć udział w strasznym mroku ludzi zamkniętych w beznadziejnym świecie. Godzi się, by jasne światło zamieniło się w mrok. Naśladując wołanie Pana na krzyżu: „Boże mój Boże czemuś mnie opuścił”, przyjmuje na siebie udział w mroku grzeszników dla ich ratowania. Tak z nadziei, z odkrycia skarbu ukrytego w ziemi, w chorobie zwiastującej spotkanie z Jezusem już w wieczności rodzi się czysta miłość. Teresa pisze: „doskonała miłość bliźniego polega na tym, by znosić błędy innych, nie dziwić się wcale ich słabościami.” Tak wygląda cierpliwość owoc nadziei.
7. JESZCZE PROŚCIEJ I KONKRETNIE.
Droga św. Teresy może się nam wydawać zbyt ekstremalna. Ona też w miłości do grzeszników w Duchu miłości swego Pana długo dojrzewała. Gdy ma 14 lat opisuje doświadczenie po zwykłym oglądnięciu zdjęcia Jezusa na krzyżu; „Ogarnął mnie wielki smutek na myśl, że ta krew spada na ziemię, a nikt się nie kwapi, by ją przyjąć… Nieustannie rozbrzmiewało we mnie wołanie Jezusa na krzyżu: „Pragnę”. Te słowa rozpaliły mnie żarem nieznanym mi dotąd.” Na to przeżycie nakłada się lektura gazety z informacją o wielokrotnym mordercy Pranzinim. Gdy wszyscy cieszą się z wyroku śmierci i wtrącają go do piekła, Teresa jakby żyła w innym świecie. „Chciałam za wszelką cenę nie dopuścić do tego, by poszedł do piekła.” Rozpoczyna walkę o zbawienie zbrodniarza. Modli się, pości, zamawia potajemnie mszę (oficjalnie nikt nie chciałby jej odprawić). Kilka dni później czyta w gazecie sprawozdanie z jego egzekucji i widzi dany jej znak. Przed zgilotynowaniem ten zbrodniarz; „chwycił krzyż podany mu przez kapłana i trzykroć ucałował święte rany.” I kończy szokującym wnioskiem: „to moje pierwsze dziecko”. Czy nie jest to dowodem, że można istnieć już na ziemi w innym świecie, w tym styku i przenikaniu życia doczesnego i wiecznego. 14 letnie dziecko czuje się matką zbrodniarza z nadzieją, że pomogła Jezusowi ocalić go od piekła. Ile takich dzieci ma św. Teresa do dzisiaj, nikt nie zliczy. Jest matką bardzo wielodzietną. Jej gorliwość o największych grzeszników przeszła na troskę o kapłanów. To też coś mówi dzisiaj.
8. NASZ KROK KU NADZIEI.
Spojrzenie na obraz Jezusa na krzyżu dokonuje szokującej zmiany, rozpoczyna drogę św. Teresy. Lepiej rozumiemy, że Jezus dał jako znak łaski obraz przez św. Faustynę. To może stać się zapalnikiem naszego Taboru, wybuchu światła Bożego na obliczu Jezusa. On jest naszym oknem na wieczność, przez które wchodzi powiew Ducha. On jest bramą ku nowemu życiu. Dopiero inna góra czyli Golgota ukaże całą prawdę tego światła. Nie chodzi o nadzwyczajną łaskę dostępną dla nielicznych. To rozjaśnienie życia całego Kościoła i każdego z nas blaskiem życia i miłości Boga. To przemienienie dostępne dla każdego z nas i w każdej chwili. W przypowieści o ukrytym skarbie jest niezwykły moment. Biedak, który go odkrywa zakopuje ponownie, by przeprowadzić operację sprzedaży wszystkiego, co ma i stać się posiadaczem skarbu. To obraz cierpliwej i wiernej miłości, która rodzi się ze spotkania z blaskiem miłości na Obliczu Jezusa. Tym będzie też nasza wieczność.
To prawda, że życie Kościoła rozdzierają dziś grzechy i słabości nas, jego członków, duchownych i świeckich. Wielki wstrząs, gdy te grzechy są straszne i wręcz zbrodnicze, jak wykorzystanie dzieci. Bez tego światła pozostają nam dwie drogi: odejście i ucieczka z Kościoła lub udawanie, że nic się nie dzieje, a to wszystko to atak. Gdy jednak wpatrzeni w Jezusa poznamy BŁYSK ŚWIATŁA NADZIEI, wszystko się zmieni. Jak św. Teresa, to „święte dziecko”, stała się nieustraszonym i wielkim wojownikiem dla RATOWANIA DUSZ, to może stać się i naszym Taborem i udziałem w Golgocie: „Od tej chwili jedynej w swoim rodzaju moje pragnienie ratowania dusz wzrastało z każdym dniem. Dobry Bóg wyzwolił mnie z ciasnego kręgu, w którym się obracałam.” Ten czas to szansa na krok nadziei.
6 Wyświetlenie, 6 Dzisiaj