KAZANIE KS. PROBOSZCZA 04.04

WIGILIA PASCHALNA04.04.2026r.

1. Pewnie zauważyliśmy w grobie św. Franciszka. I nie chodzi tylko o kolejny jubileusz: tym razem 800 lat od jego śmierci. W Asyżu wystawiono relikwie i można zobaczyć doczesne szczątki, czaszkę, piszczele. Ludzki szkielet to smutny widok działania śmierci. Czy to wielki święty, czy człowiek zepsuty, koniec taki sam. Proch. I tak zaczyna się Ewangelia z grobem w centrum. Kobiety idą bez nadziei: „obejrzeć grób.” Kilka godzin wcześniej dotykały martwego ciała Jezusa, obmywały je. Widziały, jak jest straszliwie poranione z dziurami po gwoździach i z rozerwanym bokiem. Przebieg wydarzeń pokazuje ważny fakt. Zmartwychwstanie  dokonało się wcześniej. W grobie nie ma Jezusa. Choć straże stoją, a kamień jest na miejscu. Potężny wstrząs, który powoduje anioł, przeraża żołnierzy, odrzuca jak piórko ciężki kamień. Wszystko wskazuje na to, że kobiety do grobu weszły, by zobaczyć jego pustkę. Po prostu posłuchały anioła: „Przyjdźcie, zobaczcie miejsce, gdzie leżał.”

2. Aż żal, że tego nie przeżyjemy.  Czas odkryć, że mamy nieporównanie większe doświadczenie nowego życia niż kobiety u grobu. Św. Franciszek to głosi  sobą. Jak życie wieczne, które jest w zmartwychwstałym Jezusie przenika całą naszą doczesność.  A zmartwychwstały Jezus wchodzi w nasz świat. Św. Franciszek to nie  martwe kości. On, człowiek, który poszedł za żyjącym na wieki Panem, zaczyna promieniować wiecznością, przekraczać śmierć. To 800 lat promieniowania jego życia. Pociągnął za sobą dziesiątki tysięcy ludzi i rozpoczął odnowę Kościoła. Ten Biedaczyna, dokładnie jak we śnie papieża Innocentego,  podnosi walący się Kościół. Maleńki człowiek odwraca proces unicestwiania. To historia, jak Franciszek przez całe wieki w tajemniczy sposób żyje, pociąga za sobą niezliczone rzesze ludzi, nie tylko w licznych zakonach franciszkańskich. Jak płodne jest jego życie w dziesiątkach milionów ludzi, które pociągnął do Jezusa i Kościoła.

3. W Triduum podejmujemy odkrycie takiej NADZIEI, idąc za encykliką papieża Benedykta. Wczoraj pokazaliśmy, jaki potencjał kryje modlitwa, gdy zrozumiemy sens i wartość trudu i cierpienia rozszerzania serca. Dziś idziemy krok dalej. Papież dalej pokazuje, jak nie tylko modlitwa, ale całe życie, całe nasze działanie z jego trudem i cierpieniem, może zostać przemienione. Jak nasze życie może stać się niewyobrażalnie płodne i żywe. Mieć w sobie życie wieczne, nieprzemijające. Rozpaczliwa jest nasza mentalność; nie mam czasu na Boga i na wiarę, bo ciężko pracuję, odpoczywam, wychowuję dzieci, jestem zagoniony. Jest dokładnie przeciwnie. Nasze życie z jego trudem może stać się miejscem zmartwychwstania.

4. Jeszcze raz pomoże nam św. Franciszek. Był stygmatykiem. Nosił na swoim ciele rany Jezusa. Ewangelia kończy się spotkaniem z żyjącym wiecznie Jezusem: „A oto Jezus stanął przed nimi mówiąc: „Witajcie”. One podeszły do Niego, objęły Go za nogi i oddały Mu pokłon.” Dlatego Jezus nakazał św. Faustynie namalować obraz, który nam pomoże przeżyć TO SAMO. W obrazie nogi są ważne. Jezus wchodzi do zamkniętego wieczernika rozpaczy uczniów, wbrew odczuciu, że Go nie ma, że nas zostawił, zapomniał, siedzi w niebie. On wchodzi w nasz świat. Objąć Go za nogi, oddać Mu pokłon, to uwierzyć na nowo w Jego bliskość. Nabrać odwagi i nadziei życia, widząc Jego rany, które mówią o Jego miłości do nas. Przestać się wątpić w spotkanie z Nim. Nawet kiedy dziś tego nie widzimy. Kobiety też poszły do grobu, choć żyły w nocy smutku i zwycięstwa sił ciemności. Jednak poszły.

5. Zapewne nie będziemy stygmatykami, jednak możemy odkryć dar trudu udziału w dziele Jezusa na ziemi. O tym mówią Jego stopy. Mamy kryzys Kościoła i wielką nadzieję Jego odnowy. Nie chodzi tylko o synod i parafialną grupę synodalną, choć dzięki Bogu zaczęła istnieć. Chodzi o to, czy chcemy nasze życie na nowo związać z Jezusem. Zamiast powtarzać: jestem zapracowany, zmęczony, zagoniony, nie mam na nic czasu, papież proponuje proste ćwiczenie. Może ono zająć minutę dziennie. Chce odnowienia praktyki ofiarowania w modlitwie porannej każdego dnia: „możemy ofiarować niewielkie, mniej lub bardziej uciążliwe trudy codzienności, które wciąż na nowo na nas spadają, nadając im w ten sposób sens. To przekonanie, „że mogę wnieść w wielkie współcierpienie Chrystusa swe małe trudy, które w ten sposób stawały się częścią skarbca współczucia, które potrzebuje rodzaj ludzki.” Ta krótka chwila ofiarowania może sprawić, że całe nasze życie małżeństwo, rodzina, praca, społeczność w której żyjemy zyska nową wartość, sens i nadzieję. Nie będzie  tylko męczącym zabieganiem, pełnym frustracji. Wszystko, co nie zostało przez nas oddane i ofiarowane, kończy się nicością w grobie. Wszystko, co zostało ofiarowane, zostaje w Bogu na wieki. Odkryjemy, że i ja, zwykły człowiek, mogę wnieść swoje życie w odnowę Kościoła, w to nowe wejście Jezusa w świat. W to trudno uwierzyć, łatwiej mówić: ja nic nie mogę. I Franciszek, gdy słyszy głos Jezusa z krzyża w kościele San Damiano: „Franciszku, idź odbuduj Mój Kościół”, myśli, że chodzi o  kapliczkę. Nie wierzył, że Jezus mówi o całym Kościele i to przez wieki. Tak i my możemy objąć Jego stopy i pójść, nawet kiedy dziś tak mało jeszcze widzimy.

 41 Wyświetlenie,  1 Dzisiaj