KAZANIE KS. PROBOSZCZA 12.04

NIEDZIELA MIŁOSIERDZIA12.04.2026r

1. Gdzie szukać dowodów zmartwychwstania? Nie na cmentarzu, obserwując, czy nie poruszają się groby. Może drogie grobowce są znakiem małej wiary w zmartwychwstanie? Nie dość, że ciężkie, to jeszcze drogie i szkoda, by je niszczyć. Zmartwychwstanie w dniu ostatecznym jako wyjście z grobów zmarłych przekracza nasze wyobrażenia. Po zmarłych na przestrzeni tysięcy lat nie pozostaje nawet proch, a widok malunku naszego cmentarza, gdzie zmarli wychodzą z grobów, jest tylko ludzką wyobraźnią artysty. Jak i gdzie dostrzec znaki zmartwychwstania, a w nim pełni Miłosierdzia Bożego, Boga, który wydobywa ze śmierci? Może być dowód budowlany. Z jakim trudem zmartwychwstały Jezus dociera do uczniów. Nie wierzą, wątpią, widzą Jezusa i nie wiedzą, że to Jezus. W końcu cofają się i wracają do roboty rybaków. Bez zmartwychwstania wszystko skończyłoby się 2000 lat temu. Nie byłoby tej świątyni ani żadnej innej. Nie byłoby historii Kościoła, który choć gromadzi ludzi grzesznych i słabych czasem w stopniu przerażającym, to jest też dziejami niezliczonych świętych: tych ogłoszonych, a jeszcze bardziej tych zwykłych.

2. Pomaga nam jak zwykle Słowo Boże, z brzmiącym jak opis z bajki czytaniem z Dziejów Apostolskich: „apostołowie czynili wiele znaków i cudów. Ci wszyscy, którzy uwierzyli, przebywali razem i wszystko  mieli wspólne. Sprzedawali majątki i dobra i rozdzielali je każdemu według potrzeby.” To brzmi jak utopia komunizmu, ustroju, w którym wszystko jest wspólne i wszyscy mają sprawiedliwie, czyli tyle samo. Jak to się skończyło, wiemy. Zamiast nieba piekło z dziesiątkami milionów ofiar. Czego nie potrafi człowiek, choć wciąż próbuje ze strasznymi skutkami: raju bez Boga, dokonuje sam Bóg przez zmartwychwstanie Jezusa, przez dar Ducha Świętego. Tylko On odnawia człowieka od głębi serca i czyni zdolnym do miłości, która jest zapowiedzią tego, czym jest Dom Ojca. Ta niepojęta Rodzina Boża wszczepiona w Rodzinę Trójcy Świętej. Ta miłość jest pokonaniem śmierci, jest już życiem wiecznym. W Kościele zawsze była obecna ta tajemnicza miłość, która przekracza człowieka, czyni go gotowym, by się dzielić wszystkim, co się posiada, bez wyrywania na siłę, lecz z radością, że mogę dawać: uzdolnienie do współczucia, służby bezinteresownej, troski o ubogich, nawet do poświęcenia swego życia.

3. Jak dzieje się to zmartwychwstanie? Jak Bóg udziela daru nowego życia, zmartwychwstania?  O tym jest dziś Ewangelia. Najpierw pokazuje, jak głęboki jest grób ludzkiego życia, z lękiem o siebie, z zamknięciem w swoim świecie, z beznadzieją, że nie da się z niego wyjść. Bez interwencji i wejścia pomimo drzwi zamkniętych zmartwychwstałego Pana nikt tego grobu i tej śmierci nie może pokonać i sam wyjść. Jest to pierwsze wyraźne Zesłanie Ducha Świętego:  „tchnął na nich…” Bez tego wejścia Boga człowiek pozostanie na zawsze w swoim grobie. Będzie w nim żył przez całe życie na długo przed tym zanim zostanie w grobie pochowany. Ilekroć spojrzymy na obraz “Jezu ufam Tobie”, ta prawda ma się stać oczywista i ma się też stać naszą, jako to nazywa II czytanie: „żywą nadzieją”. Jezus związał z tym obrazem tak wielką łaskę, bo ma nas czynić otwartymi, pragnącymi Jego nowego wejścia w nasze życie. Patrząc na ten obraz, widzimy NADZIEJĘ.

4. Jest też w tej Ewangelii ludzki krok. Pada wyraźne słowo: „Weźmijcie Ducha Świętego”. Przyjąć lub nie przyjąć DAR to jest najważniejszy wybór życia. On już jest w naszym życiu obecny. Już stanowi to, co w naszym życiu największe, najpiękniejsze i dające szczęście. Ile w życiu rodzinnym jest dawania wszystkiego. Wszystko co mam, co zarabiam, wszystkich sił dla bliskich. Pamiętam najpierw dziadka, potem ojca, jak z kwitkiem oddawali zarobioną pensję, co do grosza. Zdobywany z trudem majątek jesteśmy w stanie sprzedać i oddać, gdy jest sytuacja choroby lub inna wielka potrzeba. Ślady tej miłości już w nas są. Potrzeba kroku dalej. I jest on w Ewangelii związany z odpuszczeniem grzechów, cudowną boską mocą przekazaną apostołom. Dziś widzimy w tym sakramentalną spowiedź. Jednak  rzadko spowiedź jest doświadczeniem zmartwychwstania: ponieważ zanika grzech, już go nie widzimy, to nie jest cudem uwolnienie od grzechu. Zdrowy nie potrzebuje lekarza. Trzeba zmienić perspektywę i zamiast głosić: nic złego nie robię, spojrzeć, czemu we mnie jest tak mało tej miłości, daru Ducha, dowodu zmartwychwstania. Rzadko, a może wcale nie spowiadamy się z braku tej miłości w nas.

5. Trzeba odwrócić perspektywę. Zamiast mówić o darze, który Bóg nam ofiaruje, o Jego nieskończonym miłosierdziu, za którym można zupełnie nie tęsknić, usłyszeć brzmiące twardo: „Żądam od ciebie uczynków miłosierdzia, które mają wypływać z miłości ku Mnie. Miłosierdzie masz okazywać zawsze i wszędzie bliźnim, nie możesz się od tego usunąć ani wymówić, ani uniewinnić.” Nasze powtarzanie „nic złego nie robię”, jest raczej wyznaniem winy. Kiedy Bóg mówi: „żądam miłosierdzia”, wie, że sami tego nie potrafimy. W inny sposób powtarza: „Weźmijcie Ducha Świętego”. Nie po to w Niego wierzymy, nie po to zostaliśmy zanurzeni w Jego miłosierdziu, by powtarzać: nic złego nie robię. Weź w końcu Mój dar, zapragnij czynić miłosierdzie, jak to czynię Ja, twój Bóg, przez współczucie, przebaczenie, dzielenie się, służbę i na tysiące innych sposobów. A wtedy odkryjesz, jak sam tego miłosierdzia potrzebujesz, jak jesteś nim otulony, jak jest ci zawsze i wszędzie dawane. I będziemy żyć „żywą nadzieją”. „szczęśliwa dusza, która przez całe życie zanurzała się w zdroju  miłosierdzia, bo nie dosięgnie jej sprawiedliwość.” Żądam miłosierdzia, to nie nakaz, ale mocne pchnięcie nas do źródła miłosierdzia, do przyjęcia daru Ducha, do udziału w Domu Ojca. To dar tej niedzieli.

 52 Wyświetlenie,  3 Dzisiaj