KAZANIE KS. PROBOSZCZA 18.01
| 2 NIEDZIELA ZWYKŁA | 18.01.2026r. |
1. Małżonkowie noszą obrączki. To znak ich stanu życia. Nie szukam innej miłości. Nie mam już swoich pieniędzy i dla siebie konta. Nie mam swojego czasu. Nawet wady nie są tylko moje. Kiedy nadużywa alkoholu, głosząc, że nikomu krzywdy nie robi, bo pije sam, to wiemy, że jest to chora mentalność alkoholika, a prawda jest inna. Skoro założyłeś rodzinę, wszystko co robisz i czego nie robisz, wszystko co dobre lub złe, będą tę rodzinę budować albo niszczyć. Można powiedzieć, że małżeństwo to stan TOTALNY, obejmujący wszystko, całe życie do śmierci. Nikt o zdrowych zmysłach nie powie, że z moich 24 godzin 1 godzinę daję dla małżonka, po 15 minut dla każdego dziecka (tyle czasu daje dziecku statystyczny ojciec). A reszta czasu jest tylko moja. Bycie człowiekiem wierzącym nie wymaga obrączki, choć niektórzy noszą znak wiary, taki jak medalik lub krzyżyk. Jesteśmy w kościele na Mszy, czyli dajemy Bogu tę godzinę (z dojazdem nawet więcej). Kto stara się modlić, może jeszcze dodać 5 minut dziennie. Raz w roku niektórzy dają 3 godziny rekolekcji. Ta czasowa matematyka ma nam pomóc przyjąć Słowo Boga przez proroka Izajasza: „To zbyt mało…” Wiara jeszcze bardziej niż małżeństwo jest relacją totalną i całkowitą. Kiedyś znikną w takiej postaci, jak je teraz znamy, nasze małżeństwa i rodziny, a sensem naszej wieczności będzie relacja z Bogiem i udział w domu, którym jest więź Trzech Boskich Osób. Choć mamy obietnicę i nadzieję, że w tym domu Boga odnajdziemy także nasze ludzkie relacje. Jednak inaczej, bo zanurzone w Bogu.
2. Dziś uciekamy od decyzji totalnych na całe życie. Już niczego sobie nie obiecujemy, by można się było rozejść w każdym momencie bez poczucia, że coś łamię. Zobowiązania rodzicielskie, które wydają się nieusuwalne, można zamienić na kilkaset złotych alimentów. I załatwione. Trudno się dziwić, że relację z Bogiem chcemy załatwić niemal alimentacyjnie. Dać Bogu coś tam, dać trochę czasu i trochę złotych, by mieć spokój. Wielkość tych alimentów ustalamy sami. Tymczasem w Ewangelii św. Jan Chrzciciel zapowiada nową erę Baranka Bożego, który gładzi grzechy świata. W ten nowej erze Jezus: „jest Tym, którzy chrzci Duchem Świętym.” Najważniejszym faktem będzie jakieś zanurzenie w Bogu, można powiedzieć utopienie w Bogu. Dziś patrząc na swoją wiarę, relację z Bogiem ma do nas dotrzeć prorockie słowo: „To zbyt mało…” Nawet dla nas kapłanów, dla osób życia konsekrowanego, to pełne oddanie Bogu, zanurzenie w Nim, wydaje się czymś niewykonalnym, przesadzonym. Jakieś alimenty tak, ale nie wszystko. Coś tam dać Bogu tak, ale nie chrzest w Duchu i zanurzenie w Bogu i Jego życiu.
3. Można poczekać do godziny śmierci. Wtedy przymusowo przeżyjemy chrzest w Duchu, całkowite zanurzenie w Bożej prawdzie i miłości. Z bojaźnią trzeba myśleć, jak będzie wyglądać to zanurzenie, gdy cale życie tego nie chciałem i unikałem jak ognia. Ale można otworzyć się dzisiaj na to słowo: „To zbyt mało…” Zbyt mało jak wierzę, jak otwieram się na Boga, jak robię Mu miejsce w moim życiu. Może właśnie kryzys wiary, który dziś widzimy, kryzys odejścia i obojętności ludzi młodych, jest dla nas szansą. Zamiast oskarżać o proces laicyzacji, media, polityków, trzeba trudnego odkrycia. Odkrycia, że moje życie nie promieniuje Bogiem. Ja, ksiądz, osoba konsekrowana, rodzic, dziadek, babcia. Bóg nie przenika mojego życia, nie promieniuje z tego, co myślę, mówię i co robię. Jest światło, które przeniknie każdą ciemność. Światło cierpliwej miłości, służby bliźnim, nie odmawiania swego czasu, życzliwości w uśmiechu i w słowie. Zamiast narzekać, jak wiara upada, otwórzmy się z nadzieją na nową erę wiary w naszym życiu. Bliscy, którzy odeszli od Boga, są wezwaniem do odkrycia nadziei.
4. Drogę nowej ery wiary ukazuje w encyklice o nadziei papież Benedykt. Jest ona wpisana w objawienie Jezusa jako Baranka Bożego. Papież pisze; „Bóg nie może cierpieć, ale może współcierpieć. Człowiek jest dla Boga tak cenny, że On sam stał się człowiekiem, aby móc współcierpieć z człowiekiem… stąd w każdym cierpieniu jest odtąd obecne pocieszenie.” Dalej wyjaśnia, że jest cierpienie, które trzeba usuwać, leczyć, zapobiegać, uśmierzać. Lecz jest też cierpienie, które trzeba przyjąć i którego nie wolno usunąć, ani uciec od niego: „W końcu „tak” wypowiedziane miłości jest źródłem cierpienia, bo miłość wciąż na nowo wymaga samowyrzeczenia, w którym pozwalamy się przycinać i ranić. Miłość bez tego wyrzeczenia się siebie samego równie bolesnego staje się czystym egoizmem… zaprzeczeniem miłości.” Otrzymujemy tutaj diagnozy tak szybkiej porażki rozbicia wielu małżeństw ale i powołań kapłańskich i zakonnych. Niezdolność i ucieczka od każdego bólu przycinania własnego ja. Niezdolność do tego cierpienia niszczy całą prawdę naszego życia. Wystarczy spojrzeć, jak umiera w naszej praktyce wiary post, jak go przestajemy praktykować lub zamieniamy w dietę. Odkryć w życiu dar cierpliwości przyjęcia i ofiarowania tego cierpienia, którego nie można usunąć, wpisanego w nasze powołanie i miłość: cierpienia własnego i współcierpienia z bliźnimi. W tym także cierpliwości wobec naszych bliskich, którzy utracili wiarę. I zdolność, by ofiarować za nich nie tylko chwilę modlitwy, ale ofiarować też nasz trud życia, ból różnorakich sytuacji, ciężar pracy i codzienności. Tak zaczyna się chrzest w Duchu.
4 Wyświetlenie, 4 Dzisiaj