KAZANIE KS. PROBOSZCZA 03.04
| WIELKI PIĄTEK | 03.04.2026r. |
1. Kiedyś widziałem taką sytuację: matka próbowała wejść z małym dzieckiem do windy, jednak dziecko bardzo się windy bało. Zamiast wciągnąć go na siłę z płaczem, mama miała metodę inną. Z anielską cierpliwością kilkakrotnie wchodziła i wychodziła z tej windy przekonując w ten sposób dziecko, że nic mu się nie stanie. Potem podała mu rękę i pozwoliła zrobić krok w świat, który wydawał się dziecku groźny. Tak postępujemy, gdy trzeba dziecko oswoić ze wszystkim, czego się boi: nie na siłę, lecz trzymając go za rękę i robiąc to samemu. Dziecko wchodzi do pokoju, gdzie jest wielki pies i jest przerażone. Rodzic głaszcze psa, by udowodnić, że jest łagodny i nie ugryzie. A potem biorąc rękę dziecka we własną, dotyka tego pozornie strasznego stwora. Kiedyś poświęciłem długi czas, by przekonać małego bratanka do ruchomych schodów, które, nie wiedzieć czemu, były dla niego przerażające.
2. To proste obrazy z życia cierpliwej i łagodnej miłości, która pomaga dziecku przekroczyć lęki i mroki, zrobić krok w świat nieznany. Mogą nam one pozwolić zrozumieć, co Bóg DZIŚ dla nas robi. Trudno o lepszy dzień, by to zobaczyć, gdy Jezus wchodzi z nami w najmroczniejszy świat zła, cierpienia i śmierci. A dalej podaje nam delikatnie rękę, by nas przeprowadzić. Stąd Ewangelię Męki Pańskiej poprzedza słowo: „Przybliżmy się więc z ufnością do tronu łaski, abyśmy doznali miłosierdzia i znaleźli łaskę pomocy w stosownej chwili.” To niezwykle ważne, byśmy to odkryli, poznali tę cudowną cierpliwość i łagodność Boga wobec wszystkich naszych oporów, ucieczek, lęków i nieufności.
3. Zrobimy to na konkretnym doświadczeniu. To ciąg dalszy refleksji o nadziei trwającej cały Wielki Post. Papież Benedykt w encyklice o nadziei ukazuje MODLITWĘ jako pierwsze miejsce, gdzie się jej uczymy. Gdyby zapytać, po co się modlimy, odpowiedź może nie być prosta. Samo stwierdzenie, że mamy obowiązek, to jeszcze za mało. Rozmawiać z Bogiem – to prawda, choć rzadko tym jest modlitwa. I nadal najważniejszego w tej odpowiedzi brakuje. Papież uczy: „Prawidłowa modlitwa jest procesem oczyszczenia wewnętrznego, który czyni nas otwartymi na Boga, a przez to otwartymi na ludzi.” Nierozumienie tej odpowiedzi wyjaśnia, dlaczego nasza modlitwa może nas nigdy nie doprowadzić do spotkania z Bogiem i być formalnością zwaną pacierzem, która szybko znika i traci sens. Modlitwa ma być jakąś wstrząsającą operacją na naszym sercu: ma być rozszerzaniem serca. Kardiolodzy znają zespół niedorozwoju serca, które czyni je niewydolnym i wymaga natychmiastowej interwencji. Papież w opisie tego stanu serca posługuje się słowami św. Augustyna: „Bóg rozszerza nasze pragnienie, poprzez pragnienie rozszerza serce, powiększając je, sprawia, że możemy przyjąć Jego samego.
4. I jeszcze jeden obraz. Ojciec pozwala dziecku bawić się w samochodzie. Samochód stoi na wzniesieniu i wystarczy ruch zwolnienia hamulca, by zaczął się toczyć. Krzyk dziecka obudził ojca. Na szczęście był blisko, a wzniesienie niewysokie. Samochód zatrzymano, a dziecko wylądowało w ramionach ojca. Przypominamy często to dziecko, które chce się bawić i nie rozumie, że samochód modlitwy służy do jazdy. I on musi ruszyć, a Bóg sam zwolni hamulec. Gdy w naszej modlitwie zaczynają się dziać procesy oczyszczenia i rozszerzania serca, wpadamy w panikę. Sądzimy, że dzieje się coś złego. A to jest istotą modlitwy: roztargnienia, pokusy, poczucie pustki, niewysłuchanie, trud i walka w czasie modlitwy. Gdy nie rozumiemy, że Bóg właśnie TAK rozszerza nasze serce. Jesteśmy jak to małe dziecko i w przerażeniu kończymy modlitwę. A przecież tak poznajemy stan serca, swoje przywiązania, spętania,to, na co jesteśmy duchowo chorzy. Modlę się, a myślę o pieniądzach, pracy, kłopotach, modlę się, a myślę o seksie lub martwi mnie tylko ból w kolanach i nie jest mi wygodnie i miło. I tak się ujawnia prawda mojego serca. Bez modlitwy nic nie wiem o sobie.
5. Liturgia Męki Pańskiej mówi nam, że Bóg przez Syna wszedł w najgłębsze otchłanie naszego życia, w każde zło, którego doznajemy i sami czynimy. I w końcu w otchłań umierania i śmierci. Chce nas jak dziecko wziąć za rękę i być tam z nami. Dwie postacie z Jego męki pokazują nam, co można zrobić. Judasz i Piotr. Obaj apostołowie, obaj tak samo nie rozumieli Jezusa, tak samo pewni siebie, tak samo szli bardziej za sobą niż za Jezusem, tak samo byli grzesznikami. Jeden nie pozwolił Jezusowi uzdrowić serca i skończył samobójczo. Drugi, choć też zdradził, stał się skałą i opoką dla Kościoła. Jezus do końca ratował Judasza i do końca ratował Piotra. Jednemu i drugiemu dał prorocką zapowiedź ich upadku. Jakby powiedział: wiem o twoim upadku i zdradzie, ale moja miłość jest większa. Wiem, jak wielkim jesteś grzesznikiem, ale nie cofam Mego powołania, Mej miłości. Pozwól mi się uratować. Jeden pozwolił, a drugi zamknął serce w pysze, a potem w rozpaczy.
6. Prawdziwa modlitwa nas oczyszcza, pokazując najpierw trudny, poraniony, grzeszny stan serca. Można przed tym uciekać, udawać, że jest inaczej, nie chcieć widzieć żadnej prawdy w głębi siebie. Stłuc termometr, by nie mieć gorączki. Dlatego bez prawdziwej modlitwy nigdy nie zrobimy dobrego rachunku sumienia. I nie mamy pojęcia, czym jest nasza grzeszność. Nasz najczęstszy grzech dotyczy modlitwy i jest ucieczką od prawdy serca. Nie brakiem czasu, czy lenistwem. O tym zamknięciu pisze papież: „Brak uznania winy, iluzja niewinności, nie usprawiedliwia mnie i nie zbawia, ponieważ otępienie sumienia, niezdolność do rozpoznawania we mnie zła jako takiego, jest moją winą.” Choćbyśmy nie wiem jak szczerze głosili, że nie mam grzechu lub tylko małe grzeszki, głosili, że nie potrzebuję spowiedzi, bo nic złego nie robię. To droga Judasza. Można jednak jak Piotr przyjąć to bolesne oczyszczenie z NADZIEJĄ, że to początek nowego życia. Wejść jak to dziecko do windy, dotknąć groźnie wyglądającego psa swej grzeszności. Być wiernym w modlitwie, trwać, nawet kiedy jest to bolesne. Nie zaciskając zęby i mówiąc: jakoś to przetrwam, ale widząc WYRAŹNIE, jak odsłania się w tym prawda mego serca i poznaję siebie. Tego Jezus dla nas pragnie w ostatnim Swoim słowie: „Dokonało się” Pozwólmy Mu siebie uratować. I zamiast narzekania, jak modlitwa jest trudna, to rozbudźmy w sobie pełną nadziei świadomość, że się dokonuje JEGO DZIEŁO W MOIM SERCU I ŻYCIU.
54 Wyświetlenie, 3 Dzisiaj
PLAN ADORACJI PRZY GROBIE PAŃSKIM