KAZANIE KS. PROBOSZCZA 05.04
| ZMARTWYCHWSTANIE PAŃSKIE | 05.04.2026r. |
1. Czemu wierzymy w zmartwychwstanie? Można nie wierzyć, nawet będąc katolikiem. Wielu z nas wierzy, jak starożytni Grecy, tylko w duszę nieśmiertelną, która będzie żyć na wieki. Śmierć była wyzwoleniem duszy z więzienia ciała. Choć to nie najlepszy dzień, by zgłaszać pretensje do Pana Boga, to przynajmniej powiedzmy, że nie rozumiemy Jego działania. Czemu zostawił tyle wątpliwości, niepokoju, zarzutów? Opisy zmartwychwstania bardzo się różnią. To pytanie o uwagę naszego słuchania. Wczoraj były dwie kobiety, dziś jest jedna. Wczoraj grób był zamknięty, dziś jest otwarty. Tych różnic jest wiele. Nie mamy jednego opisu. Ale jest coś trudniejszego. Mówi o tym św. Piotr, czyli według opisu św. Jana pierwszy z ludzi, który wszedł do grobu: Bóg… pozwolił Mu ukazać się nie całemu ludowi, ale nam, wybranym uprzednio przez Boga na świadków.” To brzmi jak wyraźny nakaz, wola Ojca, której Jezus nawet zmienić nie może. Św. Paweł podliczył ilu było ludzi, którzy widzieli zmartwychwstałego Pana. I podaje liczbę 500. Nie rozumiemy, czemu producenci silników ograniczają ich moc. Potem liczne warsztaty mają pracę, by je podrasować. A przecież można byłoby od razu. Czy nie byłoby lepiej, gdyby tych ludzi było 5000, nawet pięć milionów albo więcej?
2. Nie rozumiemy tego ukrycia, ograniczenia tak wielkiego zwycięstwa. Gdybyśmy my o tym decydowali lub specjaliści od marketingu, wyglądałoby to całkowicie inaczej. Jezus przeszedłby ulicami Jerozolimy i tak natychmiast zyskał tysiące wiernych, a nawet tych, którzy wołali niedawno: „Ukrzyżuj”. Poszedłby do Piłata, rzucając na kolana po drodze jego wojsko i zrobił z niego Swego wyznawcę, to samo zrobiłby z Herodem, arcykapłanami. Mogliby zostać ministrantami. Potem mógł odwiedzić Rzym i z władcy tego świata zrobić Swego sługę. Nikt by nie podskoczył, nikt by się nie wyłamał, nie śmiałby się sprzeciwić. Na świecie byłaby tylko jedna wiara i religia. Choć nawet nie byłaby to wiara, bo jeżeli widzi się już Boga i życie wieczne i to w takiej postaci jak osoba Jezusa, to nie trzeba już nawet wierzyć. Tylko ulec.
3. Bóg przyjął drogę całkowicie inną. By to zrozumieć, zastanówmy się, czemu ostatnią perspektywą uczenia się nadziei u papieża Benedykta jest Sąd Ostateczny. Można myśleć, że to coś smutnego, a nie nadzieja. Jednak po każdej strasznej zbrodni pojawiają się głosy za karą śmierci. Istnieje w nas pragnienie sprawiedliwości. Jednym z najważniejszych obrazów SĄDU jest ogień. Jednak to nie grill do torturowania: to ogień Bożej prawdy i miłości, przez który musi przejść całe życie człowieka. Sama bliskość Boga staje się sądem. Wypalą w człowieku wszystko, co było zrobione bez Boga, wbrew Niemu, zapominając o Nim. Bóg nie chciał absolutnego tryumfu po zmartwychwstaniu Jezusa. Na to ma wieczność. Operacja na otwartym sercu jest jedną z najbardziej radykalnych. Postęp medycyny nauczył się ją robić laparoskopowo. Bez strasznej rany, bez miesięcy rehabilitacji. Mały otwór, który potem można zaszyć jednym ruchem ręki. Bóg godzinę Sądu pozwala nam przeżyć już tutaj na ziemi. Obiecuje, że kto to zrobi tutaj, nie pójdzie na sąd. Wiara uczniów zaczyna się już w półmroku grobu. Wystarczył układ płócien, by nastąpił wybuch światła wiary. Nagle wszystkie słowa Pana zapowiedzi, które słyszeli ale ich nie rozumieli, są jasne jak słońce. To jest SĄD, ale cudownie łagodny i delikatny.
4. Bóg zamiast przerażającego nas ognia zaczyna od tego, by zaprosić nas, by bez lęku wejść w mrok grobu. Nie bać się trudu wiary, nie ulec beznadziei, że przegrywamy i nic się nie da zrobić. Kto wejdzie w to doświadczenie, szybko przeżyje nie straszny ogień, ale światło prawdy. Najlepiej widać tę powolną, pełną cierpliwości drogę w naszym spotkaniu ze Słowem Bożym. Uczniowie całe lata słuchali Jezusa i w gruncie rzeczy najważniejszego nie rozumieli. Poddać swoje życie Słowu Bożemu, to jest ten ocalający nas Sąd. Jest w nim sprawiedliwość i miłosierdzie. Zamiast mówić, że „ja sam wiem lepiej” lub „szkoda czasu tak nic z tego nie rozumiem”, człowiek z uporem i wiernością wkracza w ten mrok. Sąd ostateczny to wstrząsające wrzucenie całego ludzkiego życia w ogień Bożej prawdy i bliskości. Ilekroć ludzie doświadczają bliskości Boga, słyszą uspakajające: „Nie bój się”. To słyszy Maryja, kobiety przy grobie i uczniowie. To przemiana uczniów, która zaczyna się w grobie i uczyni z nich świętych, choć byli zwykłymi grzesznikami jak wszyscy. Nie tylko pozwolą, by przeczytało ich Słowo Boże, by nauczyli się żyć i patrzeć z Jego perspektywy, ale sami będą zdolni je głosić. I nie tylko nie pójdą na sąd, ale Jezus im zapowiada, że sami będą sądzić. Oni już na swój sąd pozwolili.
5. To już działa w naszym życiu. Jesteśmy po drodze Wielkiego Postu. Chyba nikt nie żałuje, że szedł Drogą Krzyżową nawet gdy było zimno i padało, że pokonywał trudną rozkopaną drogę do kościoła, że śpiewał Gorzkie Żale i godzinami stał w niewygodzie na liturgii, że zdążył ze spowiedzią i się do niej przygotował. Nikt nie żałuje złożonej jałmużny, czasu oddanemu Bogu i bliźnim. Tak się zaczyna nasz udział w zmartwychwstaniu, przyjmowaniu daru życia Bożego, kosztowania wieczności. Gdy już tu poznamy jej smak, zakosztujemy, czym jest światło Bożej miłości i prawdy, to, gdy Go spotkamy już ostatecznie, nie będzie to dla nas niczym strasznym, innym, niepojętym. Nie będzie ogniem, który pali, lecz światłem, które rozjaśnia i daje radość. Będzie to po prostu ciąg dalszy i cud pełni tego, co już jest.
21 Wyświetlenie, 5 Dzisiaj