KAZANIE KS. PROBOSZCZA 06.01.2021

UROCZYSTOŚĆ OBJAWIENIA PAŃSKIEGO2021
  1. W sporcie znamy termin dyskwalifikacja. Najboleśniejsza jest wtedy, gdy ktoś wygra a zostaje zdyskwalifikowany. Jak skoczek, który miał zły kombinezon, lekkoatleta za niedozwolony doping. Nawet wiele lat po zdobyciu medalu, po splendorze i sławie trzeba oddać i tytuł i medal i dobre imię. To jest ból dyskwalifikacji. Boże Narodzenie zwłaszcza to co dziś opisała Ewangelia w gruncie rzeczy jest też dyskwalifikacją. Jeżeli dotarcie do Mesjasza, do miejsca Jego przyjścia jest metą jak w wieczności metą będzie wejście do domu Ojca. Ci, którzy mieli blisko i byli murowanym faworytem przegrywają. Pierwsi są ci, którzy mieli najdalej, ci bez szans. Odpowiedź na pytanie, gdzie się narodzi Mesjasz czekała w świętych księgach. Wiedza i pozycja arcykapłanów i uczonych zostaje zdyskwalifikowana. Nic nie daje im samym a będzie służyć mędrcom z daleka, poganom a nie im wybranym przez Boga. Zdyskwalifikowani w biegu do Jezusa zostają mieszkańcy Jerozolimy, którzy żyli w samym centrum duchowego świata, tam gdzie była świątynia a są przerażeni i sparaliżowani. A do Betlejem mieli mniej niż 10 kilometrów. Wieści o nowonarodzonym Królu budzą jedynie strach jakby to był kolejny Herod opętany rządzą władzy.
  2. Czy i nam może grozić taka dyskwalifikacja choć przecież w biegu do Jezusa to my wydajemy się na pierwszym miejscu. My wierzący i praktykujący, uczniowie Jezusa. Po czym to rozpoznać dziś by na mecie życia wiecznego nie usłyszeć wyroku dyskwalifikacji na zawsze. Dziś możemy to zmienić i poprawić. Nie dać się zmylić poczuciu, że jestem bardziej pobożny i wierzący, bardziej uczciwy, mądry, lepiej się już nie da. Najbardziej dyskwalifikuje zadowolenie z siebie i z tego gdzie się już doszło i co się już ma. Jak Herod, który myślał, że wszystkim rządzi i wszystko ma pod kontrolą. Jak mieszkańcy Jerozolimy, którzy byli pewni, że są w samym centrum i przerazili się, że to centrum jest gdzie indziej w byle jakiej wiosce Betlejem. Bardzo wielu wierzących nie widzi żadnej drogi rozwoju swej wiary, żadnego kroku dalej. Gdyby spytać czego pragnę, do czego dążę? Odpowiedź na to pytanie znamy tylko w świecie materialnym, coś chcę zdobyć, kupić, zyskać, osiągnąć. Jednak w przestrzeni duchowej nic więcej nie chcę, nigdzie nie dążę, nic więcej nie szukam. Tym jest zadowolenie z siebie jakbym był na mecie. W wielu obszarach życia mamy poczucie barku, chęć czegoś więcej. A w drodze wiary czujemy samozadowolenie: więcej nie trzeba.
  3. Nie jesteśmy na mecie i nasza droga się nie skończyła. Niesamowita była pasja poszukiwania mędrców ze Wschodu. Byli mędrcami a tyle nie wiedzieli, ciągle niepewni, szukali i pytali. A ci, którzy mieli wiedzę i to Boską z objawienia, byli blisko i mieli wszystkie atuty zostali zdyskwalifikowani. Dzisiejsza uroczystość mówi o misji czyli DRODZE jako życiu Kościoła. Misji bez, której nie można być Jezusem bo On idzie. Do kościoła pasuje hasło francuskiej Legii Cudzoziemskiej: „Maszeruj, albo giń” Kościół ginie kiedy zaczyna troszczyć się o zachowanie jakiejś władzy jak Herod lub przypomina twierdzę z mentalnością mieszkańców Jerozolimy. Jerozolima miała wysokie mury, które nie powstrzymały jej zniszczenia. Betlejem nie miało nawet murku, a miejsce narodzenia Jezusa nie miało drzwi. Dziś jest dzień w którym trzeba zapytać czy ja w drodze wiary stoję w miejscu? A nawet jak to mówimy: spoczywam na laurach i jestem z siebie zadowolony. Więcej i dalej się nie da. Dawniej gdy ktoś tracił przytomność dawano mu sole trzeźwiące z amoniakiem. Ostry zapach budził i wstrząsał, wyprowadzał z omdlenia. Co może przebudzić naszą wiarę do drogi i być mocnym wstrząsem, który nas wyrwie z samozadowolenia mety?
  4. Dziś ziemią misyjną nie jest Afryka. To z Afryki misjonarze przybywają do Europy. Dziś ziemia misyjna to nasza rodzina, nasze dzieci, młodzież, współmałżonek. Ziemia bez Boga jest blisko, to nasza ziemia. Musi nas ona zacząć boleć zamiast logiki: każdy niech robi co chce, każdy jest wolny i wybiera sam. Kapłanów musi boleć, że od Boga odchodzą ludzie powierzeni ich opiece, rodziców boleć, że ich dzieci prowadzą życie bezbożne, musi nas boleć stan świata, kościoła, los chorych i uzależnionych, cierpiących wojnę, uchodźców, którzy nie są tylko terrorystami. Ten ból to nie powszechne narzekanie, pesymizmem, sądzenie złego świata. Przeciwnie świat bezbożny to nasze Betlejem i w nim rodzi się i przychodzi Bóg. Moja obojętność serca i samozadowolenie jest krajem najbardziej misyjnym. Wtedy obudzeni ruszymy w drogę, zaczniemy się w nowy sposób modlić, zaczniemy się modlić za innych, zaczniemy słuchać i pytać Słowo Boże, nie bać się mówić o Bogu i bronić wiary, uczyć się tego. Nauczymy się jak mędrcy składać dary: „złoto, kadzidło i mirrę.” Złotem jest każde dobro uczynione by dawać innym Boga. A na pokusę by to robić na siłę, bez cierpliwości i pokory jest kadzidło: to modlitwa. Boga można dawać tylko dzięki Bogu i mocą Jego łaski. I dar mirry-wonna żywica, składnik lekarstw i olejków. Dawać Boga może tylko ten kto Bogu się oddał, kto Nim pachnie. Wszystko jest tylko po to byśmy sami Bogu mogli się oddać.

 361 Wyświetlenie,  1 Dzisiaj