KAZANIE KS. PROBOSZCZA 12.11

32 NIEDZIELA ZWYKŁA12.11.2023r.

1. „Jaki ja jestem głupi”. Czasem tak do siebie mówimy. Nie oznacza to nic strasznego, takie małe zniecierpliwienie. Gorzej, gdy słyszę to od innych ludzi albo wydarzenia życia jasno mówią o tym, że „jestem głupi”. W Ewangelii o pannach głupich i mądrych chodzi o głupotę, która jest zmarnowaniem całego życia, której nie da się naprawić. Nie można już zmądrzeć. Ta Ewangelia jest po rozdziale nauczania Jezusa o końcu świata. Jezus mówi o wyborze, którego człowiek dokonuje nie odwołanie, czyli na wieki. Potwierdza to czytanie II, gdzie św. Paweł naucza o losie zmarłych pełnym nadziei. Ale tylko wtedy, gdy jest udziałem w śmierci i zmartwychwstaniu Jezusa. Apostoł jest przekonany, że koniec świata nastąpi szybko, za jego życia. Dziś już wiemy, że był zbyt niecierpliwy. 10 panien oznacza całość czyli wszystkich ludzi. Równy podział na pięć mądrych i pięć głupich oznacza, że każdy z nas stoi przed tym wyborem. Od nas zależy wybranie w życiu mądrości czy głupoty. I tego wyboru nikt nie uniknie. Są tzw. agnostycy, którzy nie mówią o Bogu ani, że jest ani, że Go nie ma. Nie dokonują żadnego wyboru. Głoszą, że nie wybierają między wiarą a niewiarą. Wielu z nas trochę wierzy i trochę nie wierzy. Modli się i nie modli, chodzi do kościoła i nie chodzi. Też myślą, że nie dokonują wyboru. Przecież nie twierdzę, że Boga nie ma. Istnieje wiara, która przypomina lampę z przypowieści Jezusa. Wydaje się, że świeci i wystarcza i nie trzeba nic więcej. I w tym złudzeniu można tkwić długo, nawet całe życie. Długo wydaje się, że między pannami głupimi a mądrym, nie ma różnicy. Wszystko do chwili przebudzenia po nocy oczekiwania. Wtedy dopiero następuje przerażające odkrycie: „nasze lampy gasną.” Nasze rachuby, pewność siebie, wiary po swojemu okazuje się mrokiem. Wiarą, która w oczach Boga jest bez wartości, jest martwa i nic niedająca.

2. Jest wiara całkowicie chwiejna, bez wierności, bez bliskości Boga. Człowiek trochę wierzy i trochę nie wierzy. I nie wie, jak jest naprawdę. Można nigdy w życiu w sposób świadomy nie wybrać Boga, nie połączyć się z Nim więzią na dobre i na złe, do śmierci i poza nią. Raz jesteśmy na Mszy, czyli wierzymy, za tydzień nie jesteśmy bez powodu, czyli nie wierzymy. Raz się modlimy, a często się nie modlimy, bo Bóg staje się kimś nieobecnym i niepotrzebnym. Wierzymy w Boga, który do nas mówi, a zupełnie nie interesuje nas Jego Słowo. Wielu ludzi po kolejnej aferze już nie wie, czy w kościele jeszcze jest, czy już go opuszcza. W internecie pełno rozmów na temat, czy warto jeszcze w takim Kościele być, czy dać sobie spokój. Nie ma w nas żadnej decyzji na zawsze. Tylko jakieś siły raz nas popychają w stronę Boga, a raz przeciwnie od Niego. I to coraz częściej z tendencją od Boga odchodzącą, porzucając Go. Jednym z najważniejszych obrazów związku człowieka z Bogiem jest przymierze małżeńskie, zbudowane na decyzji i ślubie. I jak wielu ludzi dzisiaj nie widzi potrzeby wchodzenia w jakieś trwałe związki, obiecywania czegokolwiek, by zachować całkowitą swobodę: dziś jestem jutro mogę odejść. Taki rodzaj wolnego związku, konkubinatu można uprawiać z Bogiem. Nic nie obiecuję, na nic się nie decyduję. Jestem, ale w każdej chwili może mnie nie być. Dziś jestem, jutro nie. Jak to wygodne, to jestem, jak niewygodne, to mnie nie ma. Nie trzeba prześladować, wystarczy taka błahostka jak zła pogoda by wielu uznało, dziś mnie nie ma.

3. Tak można rozumieć ową zapasową oliwę w naczyniu? Bóg w naczyniu Jezusowego człowieczeństwa daje nam szansę wejścia w największą bliskość z Sobą. Na zawsze, na dobre i na złe, w zdrowiu i w chorobie. To jest jedyny zapas, skała oparcia, absolutna pewność, wbrew wszelkim ludzkim upadkom i słabościom. Bo wszystkie panny zapadły w sen, wszystkie nie czuwały. Największą głupotą, zwłaszcza głupotą człowieka, który wierzy, jest odrzucenie tego daru Boga. Odrzucenie wejścia w komunię, w bliskość, w więź na zawsze. Głupota, gdy głoszę, że ja tego nie potrzebuję, ja sobie sam dam radę, taka więź mnie ogranicza. Głupota, która obudzi się kiedyś z martwą lampą, która nie daje już światła. Teraz rozumiemy, czemu tego daru nie da się od nikogo pożyczyć. Nikt mnie nie może zastąpić i zrobić tego za mnie. Wejść w taką bliskość z Bogiem mogę tylko ja sam. Tylko wtedy, gdy będzie to moja najbardziej własna i osobista decyzja. Prawo kościelne dopuszcza w szczególnych okolicznościach udział w obrzędzie sakramentu małżeństwa przez upoważnionego przedstawiciela. Ale nawet wtedy jest to akt najbardziej osobistej decyzji. Każda forma przymusu, manipulacji czyni ślub od początku nieważny. Nasza wiara musi stać się całkowicie wolnym, płynącym z serca i rozumu pragnieniem wejścia z Bogiem w więź i bliskość. Muszę tego chcieć, podjąć taką decyzję, w tym widzieć całą nadzieję i sens mojego życia. Na teraz i w całej przyszłości, którą od Boga otrzymam. I wtedy, gdy po przebudzeniu ze snu śmierci stanę przed drzwiami domu Ojca. By wejść, a nie usłyszeć: „nie znam was”, przecież odrzuciłeś moją bliskość, nigdy nie chciałeś więzi ze Mną na zawsze. Tysiące razy mówiłeś NIE.

4. Jak to można zrobić dzisiaj? Jak idąc za radą Księgi Mądrości, zrobić ten krok mądrości wbrew głupocie, która nas nieustannie kusi. Jak dokonać tego wyboru Boga, związania się z Nim na dobre i na złe, i na zawsze? Znaleźć choćby jedno i to najmniejsze miejsce wierności, trwania, obietnicy, że w tym Go nigdy nie opuszczę. W obrazie Bożej Mądrości jest pragnienie Boga, by wejść z nami w relację i bliskość. To obraz Bożego Ducha, który chce na nas zastąpić, lecz nie robi tego bez naszej zgody. Nawet Bóg szanuje to, że miłość i prawdziwa więź musi być dobrowolna, być wyborem: „Łatwo ją dostrzegą, którzy ją miłują…uprzedza bowiem tych, którzy jej pragną…Kto dla niej wstanie o świcie, ten się nie natrudzi…” Na pewno nasza modlitwa może być takim pierwszym miejscem tej decyzji na wierność, trwały związek. Tekst biblijny jasno sugeruje modlitwę poranną początku dnia. Z obietnicą, że szybko przekonamy się, jak w tym związku Bóg jest nieskończenie hojny, obdarzający, zapalający zupełnie nowe światło. Czasem martwimy się, czy można się modlić, leżąc w łóżku. Oczywiście, postawa ciała w modlitwie jest bardzo ważna i warto zachować gest uklęknięcia. Jest on pełen prawdy, pokornej wdzięczności, kim jest Ten, który pozwala mi być blisko Siebie. Ale niezwykle ceną praktyką może być, kiedy nawet jeszcze leżąc w łóżku, na początku lub na końcu dnia, pierwszą lub ostatnią myśl skierujemy ku Bogu. To może być nawet tylko krótkie westchnienie, ulubiona modlitwa, akt, który trwa kilkanaście sekund. Ważne jest wejście w postanowienie wierności nawet kilkusekundowe, byle codziennie, zawsze. Nawet, gdy upadnę, to z cierpliwym powracaniem, podnoszeniem się. Zamiast jak to Bóg od nas słyszy często: może później, nie dzisiaj, jak mi się będzie chciało. Nawet kilka sekund wierności, trwania, wyboru Boga. To szkoła mądrości z sekundową lekcją.

 117 Wyświetlenie,  1 Dzisiaj