KAZANIE KS. PROBOSZCZA 03.12

1 NIEDZIELA ADWENTU03.12.2023 r.

1. Przeżywamy dzisiaj niezwykłe bogactwo wydarzeń: I niedzielę Adwentu, odpust parafialny, jubileusz 200-lecia konsekracji tej świątyni, a nade wszystko koronację figury Madonny z Szaflar. W tej wielości i bogactwie możemy się czuć trochę zagubieni jak dzieci, które na św. Mikołaja otrzymują za wiele prezentów. Dlatego poszukajmy drogi w tym znaku, którym jest figura Madonny z Szaflar, choć wiemy, że to tylko odrobina materii, drewna, mająca 90 centymetrów wielkości. To nas nie powinno dziwić, bo w końcu kilka kropel wody staje się sakramentalnym znakiem nowego życia we chrzcie, a odrobina chleba kryje w sobie najgłębsze przyjście Boga do życia człowieka. Dziś mamy szansę zobaczyć figurę z bliska, nie z wysokości ołtarza. Możemy też zobaczyć całą głębię ukrytych znaczeń. Trzymanego w lewej ręce Jezusa wszyscy widzimy. To nie jest Dzieciątko, ale już dojrzały Jezus – Boże Słowo. Jednak w drugiej, prawej czyli ważniejszej ręce, Maryja kryje pewną tajemnicę. Choć w oczy rzuca się berło, to jednak w dłoniach Maryi jest ukryty złoty owoc. Prawda, którą wyrażamy w każdym Zdrowaś: „owoc żywota Twojego JEZUS” Maryja robi coś znacznie więcej niż wskazuje na Jezusa. Ona nam Go daje i to obu dłońmi. W obu dłoniach ma Jezusa. To Jej misją jest dawanie, które zawiera się między Jej obu dłońmi. Między Jezusem, który jest jeszcze tym ukrytym ziarnem, prawie niewidocznym w Jej dłoniach i tym, który jest w pełni objawionym Słowem. To jak droga od pierwszego przyjścia Pana w postaci płodu przy Nawiedzeniu, maleńkiego Dzieciątka w stajni, po objawienie się w misji głoszenia Ewangelii, w śmierci i zmartwychwstaniu, aż po ostateczne przyjście w chwale na końcu czasów.

2. Prawda, którą kryje figura Madonny, jest homilią dla dzisiejszego Słowa Bożego. Prorok Izajasz pozbawia nas fałszywych złudzeń, że świat i nasze życie uratują ludzkie wysiłki. Człowiek jest tak zagubiony, tak spętany, tak bezradny, że liczenie na samego siebie jest fałszem i szaleństwem. Jedyną nadzieją jest nowe przyjście Boga, nowe wylanie jego łaski. Prorok wypowiada słowa, które są wstrząsające, gdy mówi do Boga: „Odmień się przez wzgląd na Twoje sługi…” To Bóg się ma zmienić, bo na zmianę samych ludzi prorok nie liczy. Tylko w Bogu jest ratunek i nadzieja. Prosi: Boże już nie czekaj, wyjdź z ukrycia. Przekonuje Boga; „oddałeś nas w moc naszej winy” i już wystarczy tej bolesnej lekcji. A teraz: „Obyś rozdarł niebiosa i zstąpił – przed Tobą zatrzęsły się góry.” Nie tylko ateiści wyrażają ludzką pychę: Boga nie trzeba, sami sobie poradzimy, bez Niego jest lepiej. Także my, wierzący, głosimy: wystarczy Boga w moim życiu, nie trzeba więcej. Starszy człowiek mówi, że nie czuje już potrzeby modlitwy ani mszy, bo w dzieciństwie dużo się modlił i chodził na Mszę – brzmi normalnie. Jakby każda chwila dla Boga była podejrzana, że za dużo, za długo, starta czasu. Latami borykamy się z różnymi trudnościami i do głowy nam nie wpadnie wołać do Boga. Wierzymy w siebie. Poradzimy sobie sami. Wierzymy w Stany Zjednoczone, w jakąś partię, w Unię, w pieniądze i znajomości. A kiedy nadzieje zbudowane na pysze się sypią, przychodzi rozpacz, że nic się nie da zrobić. Jak uzależniony, który latami głosi, że nic złego się nie dzieje, by w ciągu chwili wejść w logikę: wszystko jest stracone i pozostaje tylko samobójcza rozpacz. Wierzę, ale nie pamiętam o Bogu, nie czuję Jego potrzeby.

3. Ktoś powie: przecież jesteśmy dobrymi ludźmi, tyle dobrego robimy. Czy to nie wystarczy? Przecież jest tego aż zadość. Nikt mi nie może nic zarzucić, nawet sam Bóg. I znowu prorok uderza w tę naszą pewność siebie i pewność swej dobroci: „wszystkie nasze dobre czyny jak skrwawiona szmata.” Ludzką największą winą jest obojętność na Boga, nie czekanie na Niego. Zamiast wołania PRZYJDŹ, jest pragnienie: lepiej bądź daleko, nie komplikuj mi życia, nie zajmuj czasu. To uporczywe wołanie Jezusa z Ewangelii, powtórzone wielokrotnie CZUWAJCIE w dłoniach Madonny z Szaflar znajduje szczególny sens. Dłońmi Maryi Bóg rozrywa niebiosa, odpowiada na modlitwę proroka, ale też odpowiada na naszą oziębłość, pewność siebie, przekonanie, że Boga nie trzeba już w moim życiu więcej, wystarczy Mu jakiś skrawek naszego życia. Nasz patron, św. Andrzej, nosi tytuł Pierwszy Powołany, Protoklitos. Spotkał Maryję na samym początku drogi za Jezusem, gdy nie wiedział, kim On naprawdę jest. I kiedy pierwszy raz poszedł za Jezusem, został zaproszony do Jego domu. Zaskoczony pytaniem Jezusa „Czego chcecie?”, odpowiedział: „Rabbi, gdzie mieszkasz”? Tam powinien i musiał poznać Maryję, Matkę Pana. Tak rozpoczęło się dla niego rozdzieranie niebios i nowe życie. Przez całe wieki historii Kościoła Bóg przez Maryję rozdzierał niebiosa, wchodził w nasz mroczny świat ze zbawieniem. Najbardziej z tym łączą się nam objawienia jak w Fatimie. Na ścianie naszej świątyni mamy obraz objawień w Gaudalupe. I obraz „nie ręką ludzką uczyniony”. Ale przecież to dzieło Boże rozdzierania nieba dłońmi Maryi dokonuje się także wtedy, gdy każdy człowiek po prostu bierze do ręki różaniec i się nim modli. Wtedy, gdy modlimy się w nowennie przed jej znakiem. W naszej parafii jest to także codzienna adoracja Najświętszego Sakramentu, która jest związana z Maryją, bo jest w Jej kaplicy.

4. Korony, które biskup nałoży na głowy postaci figury Maryi i Jezusa, muszą być dla nas pytaniem: CO DALEJ? W nich jest pytanie skierowane do nas, ale także w nich jest odpowiedź. Można powiedzieć językiem adwentowym, że budzi nas nadzieja. To jak człowieka uśpionego, znużonego, bezradnego budzi rozbłysk światła. My nie tylko potrzebujemy rozdarcia nieba, rosy łaski. Nie tylko wtedy, kiedy dobrze rozumiemy nasze życie, co to znaczy, że naprawdę jesteśmy grzesznikami potrzebującymi ratunku, wtedy wołamy z głębi serca: marana tha lub najkrócej z wiarą wypowiadając święte imię Jezus. Korony Maryi są budzącym nas znakiem, że to przyjście już trwa, już się dzieje, niebiosa są rozdzierane, Królestwo Boże z nową mocą wchodzi w nasz świat i życie. Nasze adwentowe postanowienie, jeżeli ma mieć sens, jest naszym przebudzeniem do udziału w tym przyjściu, udziału w tym Bożym budowaniu. Czymkolwiek będzie nasze postanowienie, ma być przebudzeniem do bardziej świadomego udziału w Królestwie Bożym. Jak bardzo sprzyja temu z jednej strony kryzys Kościoła, a z drugiej inspirowany przez papieża Franciszka nurt odnowy zawarty w drodze synodalności. Lepiej od tego trudnego słowa używać nam bliższego DOM. Kościół, który staje się bardziej domowy i bardziej rodzinny. Może to nam pomoże w odpowiedzi na pytanie, czym mam być nasze postanowienie, nasze czuwanie i przebudzenie. O tym pytaniu: co dalej, myślmy, patrząc na ukoronowany znak, jakim jest figura Madonny z Szaflar. To znak tej, która po rozdarciu dla Niej nieba w Zwiastowaniu, natychmiast i bez zwłoki wyruszyła w drogę, długą i górzystą do Elżbiety. Wyruszyła, by budować wspólnotę i dom. Nową erę Królestwa Bożego.

 86 Wyświetlenie,  2 Dzisiaj