KAZANIE KS. PROBOSZCZA 04.06
| BOŻE CIAŁO | 04.06.2026r. |
1. Czemu Jezus kazał siebie jeść? To nas powinno dziwić: „Jak On może nam dać swoje ciało do jedzenia?.” To oczywiste doświadczenie, że nie mamy życia w sobie. Nasze życie musi być w każdej sekundzie podtrzymywane. Przestajemy żyć, gdy braknie powietrza lub nie potrafimy oddychać. Kto oddycha, żyje, kto nie oddycha, umiera. Kto przestaje jeść i pić także umiera, choć trwa to dłużej. Trudno jaśniej pokazać prawdę, że jeżeli nie przyjmujemy daru Boga w swoim Synu i nie karmimy się Jego życiem to przestajemy żyć. To brzmi dziś w Ewangelii: „Jeśli nie będziecie jedli Ciała Syna Człowieczego ani pili Krwi Jego, nie będziecie mieli życia w sobie.”
2. Ale wielu nie przyjmuje Bożego pokarmu i żyje, wielu robi to sporadycznie i też się nic nie dzieje. Ci którzy Go przyjmują nawet codziennie, nie wykazują cudów życia. Można powiedzieć: wszystko jedno czy się je, czy się nie je. Żyjemy w społeczeństwie przejedzonym i nawet lekarze zalecają diety, a pierwszą jest zazwyczaj ograniczenie lub usunięcie chleba i węglowodanów. Nas raczej uszkadza nadmiar jedzenia. Bóg nam oszczędził doświadczenia Izraelitów na pustyni: „Utrapił cię, dał ci odczuć głód…” My raczej marnujemy jedzenie i chleb wyrzucamy do śmieci. Gdy Jezus mówi: „Ja jestem chlebem żywym…” odpowiadamy grzecznie: dziękuję, nie jestem głodny.
3. Gdy medycyna opisuje proces śmierci głodowej, pierwszym etapem jest zjadanie siebie. Organizm zużywa zapasy, taki autokanibalizm. Na tym etapie ludzie wyglądają młodziej i zdrowiej. Spalany tłuszcz podskórny wygładza zmarszczki. Choć na początku głód boli, to gdy się przetrwa ten etap, wszystko się uspakaja, człowiek jednak powoli umiera. Takie doświadczenie opisuje człowieka, który poddał się głodówce: „na początku boli, ale potem czujesz się lekko i przestajesz się przejmować.” W obozach zagłady takich wygłodzonych ludzi nazywano muzułmanami przez ten stan obojętności, spowolnienia, pochylenia do ziemi. To życie, które umiera.
4. Brak głodu Boga wielu uspakaja, jakby się nic złego nie działo. Może jestem już w etapie zjadania siebie. Ja sam sobie poradzę, żyję dzięki sobie i sobie wszystko zawdzięczam. Wszystko jest w moich rękach. Pojawia się stan obojętności i przygięcia do ziemi. Mam swoje życie i nic innego mnie nie interesuje. Nawet możemy nie zauważyć, że w naszym życiu jest coraz mniej życia. Zauważam, że jestem coraz bardziej zmęczony, przygnieciony życiem, sfrustrowany, narzekający na to swoje życie. Coś nie gra, lecz nie mam pojęcia co. W ten sposób nam Bóg daje odczuć głód” Pierwszym krokiem jest odkrycie, że potrzebuję karmić się Bożym życiem. Tego życia mi brakuje. Tego uczy dziś św. Paweł: „Ponieważ jeden jest chleb, przeto my, liczni, tworzymy jedno ciało.” Cenimy sobie rodzinę i miłość, którą ona nam daje i której od nas potrzebuje. Tu ta rodzina rozszerza się w sposób niewyobrażalny. To początek Domu Ojca, który kiedyś będzie tez naszym szczęściem wiecznym. Zamiast zjadać siebie, odkrywamy radość dawania siebie. Otwarte Serce Jezusa budzi nas do pragnienia otwarcia naszego serca nie tylko na moich bliskich. Bliskimi i rodziną staje się społeczność, w której żyję. Moją rodziną jest Kościół, nawet ludzkość, której los nie jest mi obojętny. Otworzyć się na głód życia Bożego – to zapragnąć życia, które objawia Jezus. Prosić: uczyń serce moje według Serca Twego.
17 Wyświetlenie, 17 Dzisiaj